O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
wtorek, 12 października 2010

   Mój diabel stróż naprawdę się rozszalał. Mam uczulenie z przodu i z tyłu oraz na obliczu mimo zażywania codziennie tabletki odczulającej.
Musiałam wyrzucić czajnik i dwa garnki. Pierwszy sie rozszczelnił, drugie przypaliły kilka razy i są nie do użytku.
W dodatku wczoraj padł mi laptop znienacka. Mam w nim zdjęcia i inne takie, załamka kompletna mnie dopadła. Dzisiaj poszłam jak na ścięcie do fachowca, okazało się, że to zasilacz. Miał gwarancję na pół roku, wytrzymal rok. Mam się cieszyć, że 120,- zlotych poszło fiuuu? Taka tandetę robią specjalnie, aby nas naciągać. W dodatku od rzazu nowego nie mogłam kupić bo odpowiedniego nie mieli.
Polecono zadzwonić około godziny 16-tej.

Wróciłam zła i wyładowałam się na odkurzaniu regału z książkami. Co sobie odkurzę to jakiś lokator na mojej klatce schodowej robi generalny remont i znowu kurzu ci u mnie dostatek. Stąd ta alergia nieustanna choć już nie pracuję w bibliotece.

Zadzwoniłam, usłyszalam dobrą nowinę, poszłam, zapłaciłam 95 złotych. Wesołe i tanie jest życie emerytki skomputeryzowanej.

A w telewizji tylko o tragicznych wypadkach w Polsce i poza.

Poproszę o coś miłego lub zabawnego bo popadnę w depresję nie tylko jesienną.

niedziela, 10 października 2010

   "Noc w bibliotece"

   Wrocław, środek parnego lata. Zbliżała się północ. Nad ulicą poruszały się dwa cienie. Podłużne, u dołu zwężone. Jeden był mniejszy, filigranowy a drugi przysadzisty. Ona i On. Płynęły objęte od mostu Pokoju nad ulicą kardynała Stefana Wyszyńskiego. Minęli Szczytnicką, Benedyktyńską i Sienkiewicza.

Latarnie jakby zmęczone upałem świeciły niemrawo.

  Po drodze para zaglądała w parterowe okna starych kamienic. W pierwszym zobaczyli kobietę śpiącą przed telewizorem. Rudy kot siedział na stole i wylizywał futerko.

W następnym mieszkaniu nastolatek siedział przy komputerze. Odrabiał lekcje czy oglądał piękne panie? Owszem, tyle że całkowicie ubrane i w kuchni. Był to portal z przepisami kulinarnymi. Lubił gotować czego nikt z jego bliskich nie rozumiał.

Okno obok – kobieta czytała i płakała. Stos zużytych chusteczek higienicznych pokrywał jej stopy.

Przeszli dalej – kot i pies spały objęte na fotelu. Obok para w średnim wieku na dużym łóżku.

Okna pizzeri były zasłonięte. W introligatorni nic się nie działo.

Obłoczki poleciały dalej kierując się w stronę Skweru imienia  Stanisława Tołpy.

Na końcu budynku zauważyły uchyloną górną część okna biblioteki.

- Wpływamy? – zapytała Ona

Lśniła niebieskawo gdzieniegdzie błysnęło srebrne pasemko. On był szary z małymi czarnymi

maziajami

Leciutko unieśli się w górę, przefrunęli przez okno i znaleźli w pracowni komputerowej. Jeden z ekranów znienacka rozbłysnął.

- Popatrz, ktoś zapomniał go wyłączyć – zauważyła Ona.

- No to co z tego? Przecież z niego nie skorzystamy.

- Ty nie, bo ci się nie chciało chodzić na kurs. A ja ukończyłam  Akademię e-seniora UPC i  umiem obsługiwać komputer – pochwaliła się Ona.

- Tak, a ja musiałem sam sobie robić śniadania i samotnie je jeść – pożalił się On

- Trzeba było się nie wylegiwać.

Usadowiła się na krzesełku. On przycupnął na sąsiednim.

- Nic nie zrobisz – On marudził jak zwykle.

- Jak się bardzo skupimy to poruszymy myszką. Spróbujmy, co ci szkodzi?

- Dobrze, dobrze. Zawsze musisz postawić na swoim.

- Nigdy nie umiałeś mnie przegadać, hi, hi, hi – zaśmiała się Ona.

Myszka poruszyła się i lewy klawisz kliknął w ikonkę internetu.

- Ochchch, udało się – westchnęli oboje.

- Czego szukamy? – zapytał.

- Może wejdźmy na portal ze zdjęciami? Tam są nasze dzieci, wnuki i znajomi – zaproponowała.

   Duchy zaczęły się intensywnie kurczyć jednocześnie nabierając intensywniejszych barw. Jemu powiększyły się ciemne plamki.

Weszli w google, wpisali adres.

Chyba musimy się zalogować? – On znowu marudził.

- Nie, do oglądania nie trzeba.

Pooglądali fotki wspominając gdzie i kiedy były zrobione.

- Może sprawdzimy co słychać w polityce? – zaproponował On.

- A idź ty! Co nas to teraz obchodzi? Przecież nie żyjemy – trzeźwo zauważyła Ona."

   Co działo się dalej? Jeśli ktoś jest zainteresowany proszę przeczytać: http://www.kobieta50plus.pl/news/1,36596,noc-w-bibliotece
lub:
http://www.wbp.wroc.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2460&Itemid=737 

ł

 

    W sobotę zakończyliśmy krótki kurs obróbki zdjęć plenerami w Ogrodzie Botanicznym. Na następny dzień zaplanowano "Festiwal Dyni" dlatego zastaliśmy gotowe dekoracje. Bardzo pomysłowe, niektóre zabawne: sztangista upadły pod ciężarem, panienka pod latarnią, czołg "Rudy 102", smoki, piwosz na ławce z kiwniętą głową, parka w krzakach, pawie, panna młoda.

Pani Marta udzielala nam rad, wskazywała odpowiednie miejsca i ujęcia, odradzała banalność.

Słońce świeciło, dynie pomarańczowiły się, żółciły i zieleniły.

Fontanna duża tryskala radośnie i kropelkowo tworząc fotogeniczny okrąg na wodzie.

Sprytne kaczki podpłynęły ku nam z nadzieją na poczęstunek. Złudną.

Zdejmowałyśmy się solo i w duecie, na tle i na mostku.

W pewnej chwili padłam na ławkę jak długa i mam na to dowód. Mnie mieszczucha tak piękne okoliczności zwalają z nóg.

Na zakończenie otrzymaliśmy broszurę pt. "Plenery fotograficzne" i informację, że zoom cyfrowy to ściema.

  Potem pojechałyśmy do Muzeum Architektury na "targi senioralne". W korytarzach muzeum przedstawiały swoją ofertę różne firmy:  produkujące sprzęt ułatwiający życie, banki, firma kosmetyczna, telefonia itp.

W drugim skrzydle panie z klubów seniora całego miasta wystawiały rękodzieła: szydełkowe serwetki i ozdoby choinkowe, witraże, obrazki, hafty, wypieki cukiernicze a nawet pasztet.

Po znajomości poczęstowano mnie kanapkami, napojami i ciastem.

O sposobie pozyskania z biblioteki kolaży wykonanych pod moim okiem z biblioteki i o sposobie prezentowania ich na tagrach zmilczę. Brzydkie wyrazy cisną mi się po kilka razy. Czysty PRL.

  Od godziny 20-tej uczestniczyłam w imprezie "Gadu-gadu nocą" w bibliotece przy ul. Wyszyńskiego. Przyszło 12 osób, w tym jeden starszy pan typu ględa. 

Na początek pokzano nam krótki film "Jaś Fasola w bibliotece". Kto nie widział niech żałuje. Bez słów ale jakże wymowny.

Motywem przewodnim spotkania byly kulinaria.

W ramach tego  częstowano nas napojami i słodkościami ale także angażowano do zadań specjalnych jak:

- do podanego tekstu trzeba było ułożyć ciąg dalszy, 

- z podanych składników należało ułożyć przepisy - podano 3 dla urody, 2 erotyczne i jeden na przeczyszczenie,

- zalecono nam do podanego tekstu opisu kulinarnego dopasować jedną z książek wystawionych na małym regale,

- przetłumaczyć na współczesny język tekst Słoty "O zachowaniu przy stole" co było najtrudniejszym zadaniem.

  Z okazji tej imprezy wcześniej napisałam opowiadanko "Noc w bibliotece", które odczytałam.

Mirka G. kierowniczka filii przedstawila nam frgment wspomnień o powojennym Wrocławiu uczestniczki tego spotkania.

Mocnym końcowym akcentem był fragment filmu "Uczta Babette" w którym pokazano przygotowywanie wykwintnych dań i spożywanie ich przez przyzwyczajonych do surowego życia Skandynawów.

Poprosiłam Mirkę, aby w następną noc w tej bibliotece serwowała takie menu. A były tam np. przepiórki w sarkofagu. Fatalnie przetłumaczono nazwę bo ptaszki były w miseczkach z ciast francuskiego.

Osoby, które dotrwały do końca otrzymały malł upominek od gospodyń wieczoru.

Dziękujemy Wam Dziewczyny.

 

czwartek, 07 października 2010

    Mamy złotą polską jesień. Szkoda siedzieć w domu. Warto obejrzeć wystawy.

Galeria Pod Plafonem, mieszcząca się na parterze Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej w Rynku, prezentuje malarstwo Mariny  Czajkowskiej. Artystka urodziła się w Celinogradzie w Kazachstanie. W 1989 roku ukończyła studia architektoniczne. Była projektantem,  nauczycielką i wykładowcą grafiki komputerowej. Obecnie mieszka na terenie gminy Dobroszyce.

 Oto niektóre z tytułów jej obrazów:

"Dajcie mi spokój"; "Anioł grzejący duszę"; "Każdy lubi swoje słońce"; "Kanarska fanaberia"; "Każdy ma swoje skrzydła"; "I tylko z tobą jestem spokojny"; "Krab tancerz".

  Potem przeszłam na ulicę Świdnicką do galerii Design w której można obejrzeć "Body in the library" czyli "Ciało w bibliotece". I nie chodzi o trupa.

Jest to część pierwsza programu edukacyjnego zrealizowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Tematem przewodnim jesiennego sezonu tej galerii jest książka w przestrzeni kultury potraktowana nie tylko jako fizyczny, zaprojektowany obiekt, ale także rekwizyt wiedzy, inspiracja do opowiadania, wspólnego czytania oraz przekształcania języka na dżwięki i obrazy - napisano w małym folderze-przewodniku.

Weszłam i cóż zobaczyłam? Regał zbudowany z nagich płyt wiórowych, składający się z kilku elementow krzywo postawionych jedna na drugiej. Na tym leżące książki.

Na prawo, z takich samych płyt, szezlong nakryty dwiema czarnymi poduchami i mniejszą zieloną. Z boku ten mebel ma półki a na nich książki. Wygodnie, leżymy i sięgamy ręką w dół.

Dalej w sali stoją cztery czerwone ogrodowo-plażowe leżaki, przy nich okrągłe kolorowe chodniczki i książki.

Niskie szerokie parapety galerii są przykryte jasnozielonym materiałem, w rogach leżą poduchy w tym samym kolorze i rozrzucone książki.

Na środku sali stół i cztery krzesła. Można usiąść i zagłębić się w lekturze pozostawionych tam książek. Książki, książki, książki. Przejrzałam niektore tytuły. Encyklopedie, poradniki, powieść KIK-u, ot przypadkowa zbieranina. Żeby nie kusiły zwiedzających? Są tylko obiektem, przedmiotem wystawy, nikogo nie obchodzi ich treść. Takie odniosłam wrażenie. Jest to na pewno kompletnie inna przestrzeń niż biblioteczna.

Bezosobowe traktowanie książki nie jest mi bliskie. Książka to nie tylko przedmiot. Przynajmniej dla mnie. Ale bibliotekarze tak już mają.   

Nie samą kulturą człowiek jednakowoż żyje.

Także obserwacją - przed Piwnicą Świdnicką stał mim, ubrany w czarnobiałą odzież, miał też na sobie tzw. paczkę czyli spódniczkę sztywo stojącą na boki jaką noszą baletnice. w lewej ręce zgiętej i opartej na barku trzymalłdużą białą buławę, jakby pałkę policyjną. Przed nim naczynie z monetami a przy nim małe cygańskie (rumuńskie dziecko) zastanawiające się nad... Mim nieruchomy, chłopiec chwilę też, potem wołający coś do nadchodzącej matki. Nie pozwoliła mu wziąć monet. Zbyt dużo osób to obserwowało?

Poza tym na wyprzedaży kupiłam sobie letni lniany żakiecik za dziewięć złotych.

środa, 06 października 2010

Biblioteka publiczna we Wrocławiu przy ulicy Reja 1/3 obchodziła pierwsza rocznicę swojej pracy w tej siedzibie.

Z tej okazji, jako jedną z atrakcji uświetniającą rocznicę, zaproszono dziennikarza, satyryka i eksperta w teleturnieju "Milionerzy" Michała Ogórka. Na wstępie pochwalił on nowoczesność biblioteki - na sali był dyrektor MBP.

Obecnych doliczyłam się 22 osoby, w tym 3 z dyrekcji MBP, kierowniczka filii Dorota S. i bibliotekarka emerytka czyli ja. Pozostali to czytelnicy tej biblioteki. 

W biogramie internetowym podano, że Michał Ogórek urodził się 22 lipca w Stalinogrodzie. Na wniosek Gustawa Morcinka nadano Katowicom taką nazwę. Pomrocznośc ciemna w tamtych czasach była wszechobecna.

Gość opowiedział, że jako początkujący reporter jeździł często po Polsce. We Wrocławiu zatrzymywał się w hotelu "Panorama" i po pierwszym doświadczeniu prosił o pokój do pierwszego piętra. Bo wyżej nie grzano. Prośbę popierał argumentem złożonym na ladzie,  nie przypuszczam, aby na parapecie jak pacjenci "młodej lekarki" ze Studia 202.

Lubił jeździć po Dolnym Śląsku ponieważ mieszkają tu ludzie ze wschodu czyli życzliwi i otwarci. Najgorsza dla reportera jest Wielkopolska.

Studiował politologię i dziennikarstwo na Uniwersytecie Śląskim. Tam nauczył się  przemycać prawdziwą treść między wierszami, pisać nie wprost.

Opowiedział nam o swoim reportażu na temat dużej katastrofy kolejowej pod Częstochową. Pojechał tam pod koniec studiów i na miejscu zastał tylko jednego dziennikarza z prasy służby zdrowia. Bo przecież w PRL-u nie było katastrof. Reportaż ukazał się jako jedyny na ten temat w "Kulturze" i to tylko dlatego, że Breżniew przysłał do Polski telegram z kondolencjami.

Przez jakiś czas pracował w "Przeglądzie Technicznym". Pismo to zamieszczało wiele artykułów ekonomicznych i pierwsze teksty publikował tam Leszek Balcerowicz.

Gdy zbliżał się przełom ustrojowy "Polityka" i "PT" postanowiły zamieścić wywiad z Jerzym Giedroyciem. "Polityka" na tydzień swój wstrzymała, a oni własny dali do cenzury prof. Stępniowi z KC, specjaliście od literatury emigracyjnej. Wywiad był słaby więc profesor poprawił zarówno pytania jak i odpowiedzi.

Dowiedzieliśmy się, że niezależnie od ustroju media są zależne od poglądów jakie popierają. Widać to na przykładzie artykułów z pierwszych stron "Gazety Wyborczej" i "Rzeczpospolitej". Porównajcie sami.

Od 2009 roku Ogórek jest ekspertem w teleturnieju "Milionerzy" i wstydzi się złej podpowiedzi udzielonej na temat wiersza Szymborskiej. Zdradził nam też jak są dobierane pytania dla zawodników i kto dał plamę w programie świątecznym ze znanymi ludźmi jako uczestnikami.

Teraz pisze przewodnik po PRL-u, będą to teksty dołączone do kultowych polskich komedii.

CYTATY z internetu:

"Jeśli  z dziecka absolutnie nie można wydusić jak się nazywa ani ile ma lat, z umiejętnością tą może zostać rzecznikiem prasowym."

"Uważam, że zachowałem lepszą kondycję niż Pałac Kultury, bo nic mi jeszcze nie odpadło."

O Michniku: "Adam zwykł mawiać, że nie chce przejść do historii jako ten, który cenzurował Ogórka."

 

Tagi: biblioteka
17:41, alodia1949
Link Dodaj komentarz »
1 ... 71 , 72 , 73
 
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek