O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.
niedziela, 07 listopada 2010

 

  Przy ul. Ofiar Oswięcimskich 1/1 mieści się Galeria Arttrakt. Ostatnio było o niej głosno w mediach w związku z wystawą malarstwa Izabeli Chamczyk "Kochaj mnie" i związana z nią akcją "Art Atak" będącą artystyczną prowokacją. Na zaproszeniu napisano: "Wspólnie z artystką chcemy uswiadomić jakie są mechanizmy działające rynkiem sztuki, chcemy poruszyć, wstrząsnąć i zmusić do działania... W piątkowy wieczór po przekroczeniu progu galerii Arttrakt może już nie być odwrotu. Czy zechcą Panstwo wykonać ten krok i odważyć się, z pełną świadomością, wkroczyć na teren prywatny sztuki? Ostrzegamy, zmusimy Państwa do miłości...miłości do sztuki".

Czy artystce się to udało i jakie były tego konsekwencje (łącznie z obecnością policji) obejrzyjcie na youtube relacje z tego zdarzenia, podaję link:

http://www.youtube.com/watch?v=eSZMjR4J7Is

Izabela Chamczyk (ur. 16 kwietnia 1980 w Częstochowie) – polska malarka młodego pokolenia, uprawiająca malarstwo, malarstwo procesualne, performance oraz instalacje.

Pracuje w wielu mediach nieustannie przekraczając i redefiniując ich granice. Interesuje ją sztuka procesualna, odbywająca się w czasie i przestrzeni (np. publicznej). Uprawia także performance, który jest dla niej naturalnym sposobem obrazowania ekspresji, kompozycji i rozszerzania medium malarskiego.

Absolwentka Akademii Sztuki Pięknych we Wrocławiu, kierunek malarstwo – dyplom uzyskany z wyróżnieniem w 2009. W latach 2007–2008 w ramach wymiany międzyuczelnianej zdobywała doświadczenia na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu w Pracowni Malarstwa prof. wizytującego Dominika Lejmana. Stypendystka Ministra Kultrury i Dziedzictwa Narodowego (Stypendium Młoda Polska 2010), oraz czasopisma Artluk (Stypendium dla Młodego Twórcy 2009).

Tagi: wystawa
13:19, alodia1949 , o wystawie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 listopada 2010

 

  Listopad czyli spotykamy się u Ani na Zalesiu. To już 295-ta impreza z cyklu dress-party. Próbowałam przypomnieć sobie od kiedy są imprezy w tym miejscu - na pewno od kilkunastu lat. A my ciągle piękne i młode. Ha, ha, ha.

Było nas dwadzieścia jeden, w dużym rozrzucie wiekowym: od Emilki lat 12 do Eli - koło siedemdziesiątki. Obecna dziś osiemnastolatka przychodziła jeszcze będąc w brzuszku mamy. Ania zawsze jest przygotowana na godzinę wcześniej przed rozpoczęciem - drzwi między dwoma dużymi pokojami otwarte, duży stół rozsunięty, dodatkowe stoły dostawione. Pojemnik na fanty obok pianina. Stolik poczęstunkowy nakryty, wygodna kanapka i duże fotele zapraszają w swoje objęcia.

Ale najserdeczniej witał nas jamnik szorstkowłosy imieniem "Kaktus", każda z nas doznała jego łask w wiekiej obfitości. Ja to podejrzewam jednak, że chodziło mu o pieszczoty. 

  Na powitanie mowiłam: "witamy z torbamy" i wyciągała rękę po kasę za wstęp przeznaczoną na dokarmianie bezdomnych kotów.

Wyjęłam też aparat fotograficzny. Ela zapytała: "kto to jest Maja?, popatrzcie jakie piękne metki ma przy swoich rzeczach, Irena musisz je sfotografować". Co uczyniłam. Nie odmowiłam sobie też przyjemności zdjęcia rzeźb pani domu (powyżej) oraz pań w akcji (j.w.).

Ela policzyła kwiatki - Ania ma ich ponad sto, stoją nawet w łazience. Że nie wspomnę o ogrodzie, dzisiaj niedostępnym z powodu pogody. 

Ewa zrobiła małą promocję - napisała na metce przy kozaku (bucie): "kupisz ten but, drugi dostaniesz za darmo". Ja dostałam ataku śmiechu. W nagrodę gdy przypinała sobie szpilką logo poradziłam, aby robiła to ostrożnie bo silikon może jej wyciec. Biust ma własny. Powiedziała, że miała nadzieję na złagodzenie mojego charakteru na emeryturze. Nie widzę związku :)

Częstowałyśmy się napojami. Są dwie wersje pytania gości o napoje. Jedna z filmu "Pracująca dziewczyna": "Cofee, tea, me?" lub hardkorowo: "Kawa, herbata, płaszczyk?".

Roma opowiedziała mi o córce aktorce grajacej w dramacie Słobodzianka "Nasza klasa" mowiącej o trgedii w Jedwabnem.

Jak zwykle wylosowałyśmy fanty, pakując się wrzuciłyśmy pod duży stół sporo rzeczy dla potrzebujących osób.

Na koniec Ela usiadła do pianina, zagrała "Kołysankę", "Cichą noc" i "Tango milonga" w takt ktorego rozchodziłyśmy się choć sugerowałam kankana.

A to tekst "jak to z dress-party było":

http://www.infotuba.pl/styl_zycia/_dress-party__czyli_nie_tylko_o_szmatkach_a10336.xml

 

czwartek, 04 listopada 2010

  W Dolnośląskiej Bibliotece Publicznej w Rynku, na parterze jest "Galeria pod Plafonem".

Dzisiaj obejrzałam tam wystawę z ktorej prezentuję tylko dwie prace. Jest ich znacznie więcej, niektóre nawet obrazoburcze.

Szczególnie oburzą sie na nią feministki bez poczucia humoru.

Wystawa nosi tytuł: "Co ze mną jest nie tak?". Każda z nas, czasem, zadaje sobie takie pytanie.

Artyści to mają dobrze - mogą swoje emocje przetworzyć w sztukę.  A my, widzowie, oglądając ich prace mówimy:  to o mnie, ja też tak mam! Na tym polega wspólnota doświadczeń - nikt nie jest wolny od wątpliwości na swój temat. Oprócz emocjonalnych idiotów.

środa, 03 listopada 2010

 

    Masuję szare komórki ale i tak mi zanikają :(.

Może tylko trochę wolniej :).

Biblioteka publiczna przy mojej ulicy organizuje różne atrakcje dla seniorów. M.in. spotkania uczestników programu "Babie lato" do których się przyłączam.

Ostatnio wysłuchałam dwu prelekcji. Pierwsza "Po co nam kultura" - "Ludzie. Jedność w różności".

Dowiedziałam się, że w styczniu bieżącego roku na Ziemi było 6,8 mld ludzi. Polacy to tylko 0,51% tej liczby. Trochę pokory drodzy rodacy, nie jesteśmy pępkiem świata.

Jak ominąć grzech cudzołóstwa? Szyici mają sposób - mężczyzna symbolicznie poślubia kobietę, a po nocy z nią spędzonej rozwodzi się. W ten sposób nie ma prostytucji. Sprytne.

Dlaczego nie witamy się przez próg? Bo pod nim chowano zmarłych. Miejsce przy stole w czasie Wigilii kiedyś było dla duchów zmarłych, aby też się pożywiły i były dobre dla mieszkańców. 

Rozsypanie soli oznacza nieszcęście bo była bardzo droga. Podobnie jest z rozbiciem lustra.

Czarny kot bullą papieską został ogłoszony siedliskiem szatana dlatego istnieje przesąd, że gdy przebiegnie nam drogę powoduje nieszczęście. Sprawdziłam, od 24 lat mam czarne koty - nic podobnego! Nieszczęście to głównie ludzie - źli, głupi i podli.

Bigos, w światowym rankingu, jest na trzeci miejscu najobrzydliwszych potraw świata. Nie hamburger? 

  Dzisiaj pan Grzegorz Mendyka (zdjęcie powyżej) ze Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego opowiadał o swojej pasji. Zapoczątkował to jego ojciec w 1944 roku zakładając księgę rodzinną. Wklejał zdjęcia, wycinki z gazet, zaproszenia na śluby i inne uroczystości, opisywał wydarzenia.

Ze względu na skrupulatność, kontaktowość i zainteresowanie ludźmi dobrymi genealogami są kobiety.

Dowiedziałam się, że dopiero w XVI wieku zaczęto prowadzić kościelne księgi metrykalne, a w 1810 Napoleon Bonaparte wprowadził księgi cywilne.

Mormonowie kiedyś mikrofilmowali, a teraz skanują metryki na całym świecie. Czy w Korei Płn. też? W kazdym razie w Polsce nie wszędzie im się udało dotrzeć, bo biskupi nie wydali pozwolenia.

Od kiedy i skąd mamy nazwiska? W obecnej formie od przełomu XIX/XX w. Władze zaborców przymusowo nadawały nazwiska różnym osobom. Komuś kto był nowy na danym terenie - Nowak, jego syn to Nowaczyk. Łachmycie i biedakowi, pewnie w ramach miłości bliźniego, Król. Zbyszko z Bogdańca jak się teraz nazywa? Bogdański?

  W Polsce jest 20 000 osób o nazwisku Kot. Nikt nie nazywa się Pies. Nazwisko Cipa pochodzi od kury - cip, cip, cip.

Fiut - kiedyś oznaczało człowieka pędziwiatra.

Dowcipny inaczej nauczyciel w klasie 8-mej liceum zapytał mnie czy tak się nazywam bo broję. Odpowiedziałam: nie, dlatego, że mój ojciec się tak nazywał. Nigdy mi tej odpowiedzi nie darował.

W Polsce jest 300 000 nazwisk. Istnieje "Słownik nazwisk współcześnie w Polsce uzywanych" Kazimierza Rymuta.

A jeśli ktoś chciałby porozumieć się z panem Mendyką oto jego mail: gmendyka@wp.pl

niedziela, 31 października 2010

  Powyżej są to zdjęcia z cmentarza przy ul. O. Bujwida.

Halloween wywodzi się z celtyckiego obrządku Samhain. Ponad 2 tys. lat temu w ten dzień żegnano lato, witano zimę oraz obchodzono święto zmarłych. Celtowie wierzyli, iż w dzień Samhain zacierała się granica między zaświatami a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym jak i dobrym, łatwiej było się przedostać do świata żywych. Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy zaś odstraszano. Sądzi się, iż właśnie z potrzeby odstraszania złych duchów wywodzi się zwyczaj przebierania się w ów dzień w dziwaczne stroje i zakładania masek. Ważnym elementem obchodów Samhain było również palenie ognisk.

Irlandzcy imigranci sprowadzili tradycję do Ameryki Północnej w XIX wieku.

W drugiej połowie XX wieku święto trafiło do zachodniej Europy.

Halloween w Polsce pojawiło się pod koniec lat 90

18:27, alodia1949
Link Komentarze (1) »
sobota, 30 października 2010

    Na początku lat osiemdziesiątych XX wieku, we Wrocławiu powstał ruch o nazwie "Pomarańcowa Alternatywa" założony przez studenta Waldemara Fydrycha. Akcje "PA" wyśmiewały PRL, jego instytucje, hasła i władze. Działo się to na ulicach, głównie na  Świdnickiej. 

Władze zamalowywały na murach antykomunistyczne hasła. Na tych plamach członkowie PA rysowali postaci krasnoludków, ktore później stały się symbolem ruchu. 

Najstarszm wrocławskim krasnalem jest Papa Krasnal stojący przy przejściu na ul. Świdnickiej.

"Bibliofil" siedział w Rynku obok Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej od 4.XII. 2007 roku. Młodość spędził on na tulaczce po świecie poznając najznakomitszych pisarzy, filozofow i kompozytorów. Włada biegle wieloma językami i krasnalowymi dialektami. Lubi herbatę z rumem, pija ją często z Wykształciuchem. Nie jest gadatliwy, raczej słucha, kiwa głową i pomrukuje.

Chciałam go odwiedzić, zrobić zdjęcie. Niestety, nie ma go obok DBP. Pracownicy biblioteki mówią, że przeszkadzał właścicielowi sąsiedniego lokalu i ten go zabrał. Na stronie krasnale.pl znalazłam informację, że jest w "Sanatorium" w remoncie i nie wiadomo kiedy wróci.

Zaczęłam się zastanawiać - w czym mianowicie? Czy wdzierał się nocą do lokalu, urządzał tam, wraz z innymi krasnalami, popijawy i balety zostawiając bałagan w postaci butelek, petów, puszek i fiolek po dopalaczach? Czy wynosił co lepsze książki z "Literatki" i sprzedawał je na targu lub oddawał do antykwariatu? Może złośliwie psuł urządzenia kuchenno-elektryczno-wodociągowe? Nabijał rachunek telefoniczny? Pisał sprośne wierszyki na lustrach i szybach trudnozmywalną farbą? Wycinał z kumplami dzikie hołubce aż zawaliła się antresola? 

Nigdy w to nie uwierzę!

Czy  teraz siedzi w piwnicznej celi i obmyśla plan ucieczki godny księdza Farii? Mam nadzieję, że ucieknie i zadziała jak hrabia Monte Christo. Drzyjcie więc jego wrogowie!

 POSZUKIWANY krasnal "Bibliofil"

rysopis:

wzrost - ok. 30 cm

wiek - nieokreslony

ubrany - ciżmy i szpiczasta czapeczka

znaki szczególne - broda i książka na kolanach.

Ktokolwiek widzial, ktokolwiek wie...

Wiem już - wyrwał się z okowów, przewędrował przez Rynek, ul. Świdnicką, skrecił w lewo i przystanął przed "Mediateką" na pl. Teatralnym. Ja nie wiem czy to jest dobra koncepcja. Przecież ma na kolanach księgę, a nie laptopa.

Dolnośląska Biblioteka Publiczna ma dłuższą historię i dyrekcję nie opętaną komputerami. 

środa, 27 października 2010

„Chrzest” czyli w matni przeszłości

 Film rozpoczynają dwie sceny – w pierwszej kolega ratuje topiącego się kumpla.

W drugiej policja dogania uciekającego przestępcę. Schwytany słyszy: „pomyśl o sobie”.

Michał uciekł z małego miasta, ma firmę, mieszka w apartamentowcu z młodą ładną żoną i maleńkim synkiem. Prosi swojego kumpla Janka, aby zgodził się zostać ojcem chrzestnym. Pozornie zwyczajna rodzina i zwyczajna prośba.

Domek złożony ze szczęścia i miłości zaczyna się chwiać po telefonie w którym ktoś Magdę nazywa lalunią. Michał wyjeżdża z domu, aby okrutnie pobić jakiegoś kolesia.

Powoli, powoli karty przeszłości bohaterów odkrywają się przed widzem.  A domino nieszczęść toczy się coraz szybciej.

Michał i Janek są pogodzeni z nieuchronnym, wydawałoby się, losem. Nie walczą. Michał wiedząc, że musi zginąć postanawia związać Janka z żoną, aby go uchronić od wsiąknięcia w przestępcze środowisko.

Akcja filmu obejmuje tydzień, z niewielkimi retrospekcjami.

Finałem jest dzień chrztu na którym obecni, powtarzając słowa księdza, wyrzekają się zła.   

Na przyjęciu rodzinnym słyszymy melodię „Ta ostatnia niedziela”.

Pijany Michał nie wytrzymuje napięcia i idzie w stronę samochodu byłych kumpli.

Za nim podąża Janek. Nie zdradzę zakończenia. Zobaczcie sami. Po wyjściu z kina jeszcze długo bolała mnie głowa. Bo to nie jest film lekki, łatwy i przyjemny. Ale obejrzeć go warto.

Nie tylko dlatego, że otrzymał „Srebrne lwy” na Festiwalu Polskich Filmów w Gdyni, a Wojciech Zieliński i Tomasz Schuchardt grają rewelacyjnie.  

  

Tagi: film
22:07, alodia1949 , o filmie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 października 2010

 

 

 

  Tutaj mamy nazwę nowej księgarni Dolnośląskiej Szkoły Wyższej "Tajne komplety" oraz napis jaki zauważyłam przez okno pijąc sobie, całkiem spokojnie, sok z marchewki.

 A przed paroma minutami byłam obok w DBP na miłej rozmowie z p. Jackiem. Na ich stronie są umieszczane moje omówienia książek, nie dostaję za to żadnego honorarium więc opowiedziałam o przygodzie z "GW" i jak to było z odbiorem mojej nagrody w konkursie na dziennik z czasu powodzi w 1997 r. we Wrocławiu. Na http://kotnagalezi.blox.pl opisałam tę historię. Ma się ten talent do niezarabiania :).

  Na dorabianie w myśl reklamowego hasełka widzianego za oknem duuużo za późno. I charakter jakiś nieadekwatny do tego zawodu mam.

  Chodząc po mieście czasem spojrzyjcie do góry innym razem pod nogi lub przed siebie.  Ja zobaczyłam cafe "Tralalala", "Jadłostację" i "Galerię rzeczy innych".

  Zapraszam do następnego wpisu, tam jest jeszcze lepiej.

Idąc na Rynek nie zapomnijcie zatrzymać się na ul. Świdnickiej tuż przy poczcie. Z fotografii patrzą na przechodniów uważne oczy starszych pań i panów. To bohaterowie wystawy „Akowcy dziś”. Jest częścią konferencji popularno-naukowej pt.: „Nie tylko walka…Żołnierze Armii Krajowej w powojennym Wrocławiu i na Dolnym Śląsku”, która odbyła się 19 października na Uniwersytecie Wrocławskim.

Na wystawę składają się zdjęcia portretowe członków Armii Krajowej wykonane przez Wiktora Zakrzewskiego.

Pod każdym wizerunkiem jest tekst. Są to wspomnienia z Powstania Warszawskiego, z pierwszego dnia II wojny, z kopalni w Workucie w 1946 roku, z Wielkopolski gdzie terror niemiecki był jeszcze gorszy niż na innych terenach Polski, także tyczące działań zbrojnych czy tylko przeprowadzania partyzantów obok niemieckich magazynów broni. Pod jednym z portretów są wiersze m.in. ten o tytule „Dość”.

  „Czy polska młodzież obecnie zrozumie, że teraz, w wolnej Polsce przechodząc obok biało-czerwonej chorągwi w myśli przed Nią klękam. Czy jest w stanie zrozumieć?” pyta Bożena Pawłowska.

„Po pięćdziesięciu latach idea Polskiego Państwa Podziemnego została spełniona” – mówi Jerzy Woźniak.

  Nie mijajcie wystawy obojętnie.

Tagi: wystawa
17:53, alodia1949 , o wystawie
Link Dodaj komentarz »
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek