O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.

pamiętnik osobisty z kotem

sobota, 07 lipca 2018

Jestem raczej fanką herbaty ale postanowiłam iść do Muzeum Narodowego na warsztaty pt. "Kawowa podróż z Etno Cafe" pełna nadziei na uzyskanie informacji połączonych z dobrą zabawą.

Przyjechałam wcześniej więc przeszłam się po parku gdzie platany zrzucają korę i odsłaniają jasne placki. Nie do zjedzenia, niestety. Za to obok Panoramy Racławickiej nabyłam dwie gałki lodów i konsumując je łyżeczką przeglądałam aktualny numer "Co jest grane". 

Potem całkiem spokojnie poszłam do muzeum. Do wyznaczonej godziny brakowało tylko pięciu minut. Udało mi się usiąść, na szczęście,  bo czekaliśmy 20 minut obserwując defiladę wychodzących pracowników. Jedna z pań schodziła ze schodów tyłem. Przyznaję, że trochę mnie to zdziwiło. Ale też było symboliczne dla dalszego ciągu.

Bo zapowiadano warsztaty a była pogawędka sympatycznego znawcy kawy. Niestety pogawędka a nie dobrze przygotowana prelekcja z zajęciami praktycznymi.

Opowiedział trochę o kawie w Peru i o poznanych tam osobach związanych z jej produkcją.

O urządzeniach do parzenia kawy. Trochę o obróbce owoców krzewu kawowego. Wyjaśnił też dlaczego w środowisku kawa "kopi luwak" nie jest akceptowana.

Mieląc kawę (trzy razy) zagłuszał swoje słowa. Sala nie była nagłośniona i wiele z wypowiedzi słuchaczom umknęło. Potem zaparzał kawę i nią częstował. Mleka czy śmietanki i cukru nie podano. Nie skosztowałam.

Prezentacja z komputera też była taka sobie, łagodnie mówiąc. Widocznie spodziewałam się zbyt dużo. Ale noblesse oblige, w końcu to Muzeum Narodowe a nie świetlica w wiejskim domu kultury.

W dodatku trwało to dwie i pół godziny, nikt nie wyszedł, ja też nie i żałuję. Do picia kawy mnie nie przekonano. 

Okropnie zmęczona poszłam o godz. 19, 30 na przystanek autobusowy, na szczęście było już chłodno.

W autobusie moją spódnicę polubiła trzymiesięczna bokserka ale nienachalnie czyli nie zostały z niej (kiecki) tylko strzępy.  

Tak więc przed i po spotkaniu było lepiej niż w trakcie.

sobota, 10 marca 2018

 

W Domu Kultury "Bakara" przy ul. Różanej jest Klub Seniora. Od jakiegoś czasu prowadzę tam zajęcia robótkowe.

Poproszono mnie, abym zgodziła się na spotkanie autorskie (28.02) związane moją książką "Wrocław, koty i...  Opowiadania prawie kryminalne". Pomyślałam, że jest to dobra okazja, aby zachęcić seniorów do znalezienia i rozwijania swojej pasji.


Na pytanie skąd biorę tyle energii do działania odpowiedziałam, że stosuję dopalacze. Ale nie wącham, palę czy wstrzykuję a zażywam kapsułki omega3 i suplementy z miłorzębem, które powodują lepsze ukrwienie mózgu i dzięki temu dają chęć do działania.

Zastrzegłam jednak, że po jednej tabletce nikt nie dostanie nagle wigoru i nie stanie się wybitnym pisarzem, malarzem, tancerzem czy śpiewakiem lub rękodzielnikiem.

Dałam za przykład koleżankę, która po jakimś leku na artretyzm miała ogromną energię. I jak ją wykorzystała? Biegała po sklepach i pewnego dnia przyszła do mnie do biblioteki wykrzykując: Irena, koniecznie musisz sobie kupić taką mgiełkę do twarzy.

Czyli daną energię zmarnowała.

Przyniosłam na spotkanie wyżej wymienioną książkę, a także tomiki z haiku, tomik zatytułowany "Zabawy literackie" (limeryki, fraszki, epitafia, altruitki) oraz autorski tomik "Do serca przytul kota" z moimi rymowankami i kolażami.

Pokazałam też książkę o powodzi w której jest mój tekst "Dziennik niezatopionej" w jej wydaniu miało też CK ?Zajezdnia?, która mieści się blisko DK "Bakara".

Przygotowałam dla ewentualnych nabywców torby z naklejonymi kotami i trzy z moimi ?lepiejami?. Miałam też kilkanaście karteczek, bo zachęcałam, aby na miejscu lub w domu obecni spróbowali napisać takie utwory. Nikt nie chciał. Szkoda.

Organizatorki spotkania poprosiły, abym opowiedziała też o tym blogu - co piszę i od jak dawna. Tylko jedna z pań zapisała sobie jego adres.

Okazało się, że na moje mailowe zaproszenie zareagowała przyjściem znajoma, której obrazy wystawiałam pracując w bibliotece przy ul. Parkowej (w jednym z pomieszczeń zorganizowałam galerię). Ma z koleżankami dobry zwyczaj spotykania się co środę, więc skorzystały z okazji i  przyszły na moje spotkanie. Dodatkowym zbiegiem okoliczności panie te studiowały geografię, a jedno z moich opowiadań ma akcję właśnie w bibliotece Instytutu Geografii naszego uniwersytetu..

Także na prośbę organizatorek opowiedziałam trochę o swoim internowaniu -  bez dołowania siebie i obecnych. Jeden z panów zapytał czy nie myślałam o napisaniu wspomnień z internowania. Odpowiedziałam, że nie byłam w "Solidarności" aż tak ważną osobą, aby moje wspomnienia kogoś zainteresowały. Ale jedno z moich opowiadań ma akcję w ośrodku, w Gołdapi, gdzie byłyśmy internowane.

Zachęcałam wszystkich do stosowania w życiu poczucia humoru i na dowód, że prawie w każdej sytuacji można dopatrzeć się czegoś śmiesznego opowiedziałam co usłyszałam po powrocie z internowania.

Mieszkałam wtedy w wynajmowanym pokoju na poddaszu w starej poniemieckiej wilii. Miała ona dwóch właścicieli.

 Kobieta mieszkająca na dole powiedziała, jakby trochę się usprawiedliwiając:

- wie pani, to ja wpuściłam tych trzech ubeków, bo u nas było czuć zacierem i wolałam, żeby poszli na górę.

Na co ja:

- pani Krysiu, czy pani kiedyś widziała, żeby do mnie przychodziło na raz AŻ trzech facetów?

Największym powodzeniem cieszył się moje tomki o kotach - zawierające rymowanki i kolaże.

Od jednej z pań dostałam czerwone papierowe serce zawiązywane wstążeczką, napełnione słodyczami a od organizatorek piękną różę i kartkę okolicznościową w złotej kopercie, wewnątrz był  taki tekst:

Życzymy

Odwagi by porywać się na cele i zmiany,  które z pozoru wydają się trudne, a później wręcz wymarzone, realizacji planów nowych marzeń i kolejnych natchnień, które tak jak fala pcha statek pchają życie do przodu.

Wszelkiej pomyślności życzą Seniorzy z klubu Bakara.

Obecni otrzymali w prezencie wykonaną przeze mnie zakładkę w kształcie sówki, a kto chciał mógł sobie wziąć kartonowego kotka (na niego można namotać włóczkę lub nici) oraz kserokopię opowiadań lub tekstu o powodzi.

A prowadząca Klub Seniora smycz z gwizdkiem.

sobota, 17 lutego 2018

Dzisiaj Światowy Dzień Kota, więc mimo że mam przeczytane dwie książki to wpis będzie o Misi - na zdjęciu powyżej.

A że niedawno były Walentynki to taka rymowanka moja:

KOCUR DO KOTKI

Moja najmilsza koteczko

jesteś jak żółteczko!

Jak miska pełna rybek,

jak śmietankowy serek.

Jak waleriana

mnie oszałamiasz

i o palpitacje

przyprawiasz!


piątek, 26 stycznia 2018

Wydano książkę o powodzi na Dolnym Śląsku w 1997 roku pod tytułem: "Dolny Śląsk. Pamiętam powódź".. Organizatorem przedsięwzięcia był Ośrodek "Przyszłość i Pamięć" i Centrum Historii Zajezdnia. Teksty zredagował i opracował Grzegorz Czekański. Można ją nabyć w księgarni "Tajne komplety" w Rynku.

Autorzy odwiedzili w 2017 roku kilkanaście dolnośląskich miejscowości, tam rozmawiali z mieszkańcami i gromadzili materiały audiowizualne.

W książce są esej, dziesiątki wspomnień, trzy dzienniki (w tym mój), opowiadanie, scenariusz filmowy, wywiad, grafiki, archiwalne zdjęcia i fotoreportaż.

Może bym o niej nie napisała ale znalazł się tam także mój tekst "Dziennik niezatopionej", czasem jest dostępny cały w internecie, a czasem tylko w prenumeracie. Książkę dostałam w prezencie jako egzemplarz autorski. Dziękuję.

A poza tym zrobiłam przegląd szafy, szafek, półek, pawlacza i upchanych zakamarków co poskutkowało zapakowaniem pięciu dużych reklamówek i zaniesieniem tych dóbr do Infopunktu na kiermasz dobroczynny. Odbędzie się on jutro na rzecz powstającej "Cafe Równik", która będzie prowadzona przez osoby z lekkim upośledzeniem intelektualnym (przy ul. Jedności Narodowej obok poczty (niedaleko ulic Niemcewicza/Kilińskiego).

Dostałam pismo z Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, że przyznano mi comiesięczne świadczenie pieniężne. Tylko nie wiem czy podana kwota to brutto czy netto. I komu mam podać nr swojego konta. Tego nie napisano. Zapytałam wczoraj Urząd mailowo. Czekam na odpowiedź. Jeśli się nie doczekam zadzwonię.

Diabeł stróż postanowił mi to wyrównać swoim psikusem i górna część mojego laptopa straciła stabilność. Nawet małej stabilizacji nie ma - wrrrr. Nie lubię.


piątek, 19 stycznia 2018

Na zajęciach "Laboratorium sztuki 50+" sympatyczna plastyczka Sabina zaproponowała zdobienie toreb na zakupy. Najpierw trzeba było narysować jakiś motyw, potem go wyciąć i za pomocą farby przenieść na torbę.

Rysować nie umiem, z wycinaniem łatwiej.

Ale czasem jakaś muza dotknie nas swym skrzydłem - i tak właśnie wtedy się stało. Narysowałam drzewo. Pojęcia nie mam dlaczego. Muzy spytajcie. :)

Odbiłam je pacając gąbką. Widocznie muzie to się spodobało, bo uznałam, że drzewo bez kota na gałęzi jest bez sensu. Sabina narysowała kota, ja go poodbijałam. A na drugiej stronie torby napisałam nazwę tego bloga. I mam torby reklamujące bloga. 


piątek, 05 stycznia 2018

Rozrywki mojego diabła stróża z poprzedniego roku kontynuują się. W mikołajowym prezencie dostałam od koleżanki:



I uznałam, że to jest SOLNICZKA! Stoi w kuchni i ciągle zapominam ją napełnić. Dopiero z tegorocznego listu od tejże koleżanki wynikło, że jest to zaparzaczka do herbaty. Tom się obśmiała.

Pod koniec grudnia 2017 roku okazało się, że w kieszeni kurtki mam tylko jedną rękawiczkę. Śliczna nie była więc ją wyrzuciłam. A dzisiaj wracając do domu w korytarzu na murku zobaczyłam jakąś rękawiczkę. Widziałam ją i wczoraj ale przekonana byłam, że jest czarna czyli nie moja. Moja jest przecież brązowa. Dziś coś mnie tknęło (obudziłam się na chwilę z zimowego snu? Alem przecież nie niedźwiedzica), wzięłam ją do ręki i obejrzałam. No, moja! No i mam znowu jedną rękawiczkę, ha,ha,ha.

Tu przypomniał mi się dowcip:

Idzie facet przez tajgę w jednym bucie. Spotyka drugiego, który go pyta:

- Zgubiłeś but?

A pierwszy odpowiada:

- Nie, znalazłem.

Nie znalazłam a dostałam pocztą legitymację osoby represjonowanej z powodów politycznych:



sobota, 16 grudnia 2017

Dzięki namowom koleżanki Halinki (dzięki :)) wysłałam do IPN druk z prośbą o potwierdzenie, że nie współpracowałam z SB. Odpowiedzieli zwlekając (mają na to 3 miesiące) ale pozytywnie. Nie mają dowodu, że byłam. Nie ma to jak urzędowy język.

Następnym krokiem jest wypełnienie kolejnego druku (dłuższego, z opisem represji) i wysłanie do Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych z kserokopiami aktu internowania i zwolnienia. 

Co zrobiłam i otrzymałam:

zamazałam powyżej swój adres.

Następnym krokiem jest wysłanie im aktualnego zdjęcia do otrzymania legitymacji osoby represjonowanej i wypełnionego druku, aby otrzymać comiesięczne świadczenie pieniężne.

A poza tym po antybiotyku minęło mi zapalenie tchawicy ale męczy kaszel, głównie nocny nie pozwalający na sen. Codziennie mam nadzieję, że przestanie ale jakoś uczepił się jak rzep psiego ogona. Obudzona stosuję odpowiedni lek.

Aby mu nie było smutno w pojedynkę (kaszlowi) dopadł mnie kater. No i mam duet  mało egzotyczny. Trwa to już ponad tydzień. Taki prezent na święta od diabła stróża.

sobota, 02 grudnia 2017

 

Jak  już sobie wcześniej zaplanowałam pojechałam do Hali Stulecia na Targi Książki. Już przy wejściu zauważyłam pojemnik do którego można wrzucać niechciane książki. Ale za bardzo uwolnione to one nie są, bo nie można sobie żadnej zabrać. Sądzę, że pojemnik jest opróżniany a książki lądują na stoisku książek używanych. Tyż piknie.

Zanim wejdzie się do sali głównej w holu można zaopatrzyć się w różne przedmioty, nazwano to Targi Wszystkiego Dobrego:  ozdoby świąteczne , ubrania, torby, ceramika, biżuteria, płyty, słodycze a nawet kleje.

Między stoiskami w sali głównej postawiono dużą kanapę, na niej dwoje aktorów Agata (z Fundacji "Teatr Akcja") i Arkadiusz czytają dzieciom książki.

 

Na stoisku Stowarzyszenia Autorów Polskich zastałam wrocławską poetkę Katarzynę Georgiou. Opowiadała zainteresowanej kobiecie o czym pisze. Na co kobieta otwierając tomik:

- Ale czy ja mogę zobaczyć to co pani pisze?

-  To może ja pani przeczytam - zapytała autorka.

- Nie, ja wolę sama - odparła kobieta.

Autor musi umieć wyczuć czy czytelnik chce być namawiany i przekonywany do nabycia jego książki, czy też woli sam zapoznać się z twórczością.


Dwie godziny chodziłam wśród stoisk i według mnie tylko Wydawnictwo Psychoskok miało jakiś noryginalny pomysł na promocję.

Kilkanaście książek zapakowano, na każdej jest napisane ręcznie krótkie omówienie treści, od pracownika można się dowiedzieć jaki to rodzaj literatury i ile książka kosztuje. Taki kot w worku.


 

Jeśli chodzi o koty to zauważyłam te zwierzątka tylko na okładce książki poetki Katarzyny "Komu mruczy kot" i książki z serii L. J. Braun "Kot, który..." .


 

 Zauważyłam parę fajnych nazw wydawnictw:

 AFERA, Tadam, WYTWÓRNIA, Dwie Siostry, CZARNA OWCA, Adamada, ZIELONA SOWA, Wielka Litera, ZAKAMARKI, Literówka.

W holu Hali było też kilka małych barów ale nie skorzystałam. Wolę jeść w domu. Nawet flaki ze słoika.

A poza tym: 

 Na poczcie zaczęłam wypełniać druk na list polecony i mój długopis okazał się być wypisany. Pożyczyłam od urzędniczki a pani stojąca za mną powiedziała, że  mogła mi swój pożyczyć. Jak miło.

Porozmawiałyśmy na tematy kartek okolicznościowych – pochwaliłam się, że wszystkie robię sama.

Koleżance w prezencie mikołajowym wysłałam notes zrobiony własnoręcznie.

W sklepie papierniczym nabyłam dwa wkłady do długopisu, postanowiłam je zawsze mieć w torebce.

Albowiem "PZU - przezorny zawsze ubezpieczony" ale nie zawsze jestem przezorna. Nobody`s perfect.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Dostałam od znajomej następną opinię o moich opowiadaniach, oto ona:

 Wielkie dzięki za opowiadania, które przenosiły mnie z rzeczywistości do Wrocławia.

Zazdroszczę mieszkańcom Wrocławia, którzy czytali Twoje opowiadania.
Ja osobiście nie znam miasta...i moje filmik i(fantazja) tworzące się w głowie podczas czytania opowiadań - pewnie odbiegały od rzeczywistości.
Czytało się komfortowo, bo opowiadania są krótkie i po przeczytaniu jednego, można było odłożyć książkę na "chwilę".
Takich opowiadań, nie da się czytać "ciurkiem". Tu każde po kolei trzeba "przetrawić". 
Wbrew moim oczekiwaniom...krew się nie polała!
Załatwiłaś Swoich wrogów "na cacy" w białych rękawiczkach...

Trudną sprawą dla mnie, jest wybór najlepszego opowiadania...
Jakie kryteria mam brać pod uwagę?
Akcję, tempo, opisy historyczne czy miejsce znalezienia trupa?
Tak naprawdę świetnie się ubawiłam i zrelaksowałam, 
czytając...Twoje przezabawne dialogi z Ewą.
Pozycją taką jest: "Zwłoki w Parku Szczytnickim".

Opowiadanie "Konkursowa śmierć" - bardzo zaległo mi w pamięci. 
Cenzorem literackim nie jestem - ale przyznałabym najwięcej punktów. 


Ogromną fobią, po przeczytaniu Twoich opowiadań ...jest głaskanie kota.

Mój Jakubek przed snem, dopomina się o głaskanki...
Kiedyś nie miałam z tym problemu...pogłaskałam i już!
Teraz, ręka w pół drogi się zatrzymuje...zanim pogłaszczę.:)

sobota, 21 października 2017

 

Opinie o mojej książce

Zapytałam znajomych, które z opowiadań podobało się im najbardziej.

 Sprytnie nie zapytałam, które kompletnie nie, ha,ha,ha.

Dzięki tym wypowiedziom dowiedziałam czym się kierują czytelnicy w ocenie czytanej książki.

I to jest wartość dodana.

 mąż współbohaterki Ewy

 Znakomite! Gratuluję Ci zarówno wyobraźni, jak i sposobu przedstawiania tych wizji!

 Dla mnie cenną stroną jest - wiadomo - obecność Ewy, ale także kilku naszych kotów (w tym nieżyjących Frycka i Loli), za co składam Ci osobne podziękowanie. Wartość dokumentalno - historyczną mają również pewne detale z życia "mrówkowca" - jak np. pani Helena od karmienia kotów, czy upierdliwy sąsiad, którego w jednym z opowiadań uśmiercasz (na szczęście udało mu się pokonać alkoholizm, także bardzo zmienił się na plus).

 Na stronie 179, wiersz 11 od dołu - porównujesz swoją książkę do Chmielewskiej. Mnie też w pewnej chwili przyszło do głowy to porównanie. Książek L. J. Braun nie znam.

 Swoją drogą - takie uśmiercanie wrogów w twórczości literackiej jest wśród osób piszących dość często spotykaną psychoterapią. I myślę, że to skuteczne odreagowanie, bo inaczej autorzy chyba by tego nie robili. Ja jeszcze nie próbowałem, może kiedyś...

Poczucie humoru nie zawsze idzie u Ciebie w parze z komizmem. Np. opowiadanie "Zabójcza miłość, czyli..." jest - w sumie - bardzo smutne...

Doprawdy trudno mi wyróżnić jakieś jedno opowiadanie, bo podobały mi się wszystkie. W czterech utworach: „Rąbnięta rocznikiem”,  „Zwłoki w Parku Szczytnickim”, „Kościotrup pamiętający Breslau” oraz „Zimny trup obok liceum” bardzo poruszyła mnie atmosfera i nastrój towarzyszący przechodzeniu do przeszłości i w powrotem. 

Gdybym jednak miał obiektywnie wytypować opowiadanie, które wydaje mi się najciekawsze pod względem konstrukcji i akcji, to (pomimo, że nie ma tam Ewy) - byłby to utwór „Konkursowa śmierć”. Myślę, że samo nadaje się na konkurs i to prawdopodobnie wygrany...

I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś, jeszcze raz dziękując Ci za duchową ucztę.

znajoma, z  wykształcenia socjolog

Czytam te Pani opowiadania i nie dość, że wypijam hektolitry herbaty, to jeszcze mam ochotę na takie wędrówki po Wrocławiu, jakie Pani uskutecznia z przyjaciółką, o cieście drożdżowym, które mi się śniło nie wspomnę.

Natomiast w jednym opowiadaniu opisuje Pani swój sen, nie wiem, czy prawdziwy, ale dla mnie bardzo przejmujący, jak to Panią przesłuchują, w tle się snują wrogie postacie, a w końcu milicjant przystawia Pani pistolet do głowy.

Jestem w połowie i wciąż nie mogę wyjść z zachwytu jak pięknie oddaje Pani "swój" Wrocław -

biblioteki, opisy, wspomnienia, niemal jakbym była w tych opowiadaniach

Ale widzę tu dla Pani dwa zagrożenia: teraz bardzo bym chciała zostać bohaterką (nie mylić z nieboszczką) jakiegoś Pani opowiadania. no i koniecznie jesienią chodźmy na spacer.

 (już byłyśmy w Parku Szczyt. I na Zalesiu  wyszło z niego, że potrzebna jest mapa miejsc akcji)

Oczywiście, że Pani siebie nie docenia. Książka jest naprawdę znakomita i jakbym nie dostała, też bym chciała kupić. Choć to brzmi niepolitycznie.

bibliotekarka pierwsza

 Jej przygoda z lampą w bibliotece zainspirowała mnie do napisania „Poległa pod lampą”.

Najlepsze opowiadanie „Konkursowa śmierć”.

bibliotekarka druga

Jesz i jesz w tych opowiadaniach, a nigdy nie gotujesz. Jak ty to robisz? J

Uzupełniła tez moją wiedzę dot. cytatu „wyszedł letki z cichej klozetki” -  jest to część wiersza Tadeusza Boya-Żeleńskiego „Dzień pana Esika w Ostendzie”:

Wychodzi letki

Z cichej klozetki,

Znów na kobietki

Popatrzeć rad,

Z tłumem się miesza,

Gdzie strojna rzesza

Gwarnie pospiesza

Pięknym jest świat.

Bibliotekarka trzecia

Głosuję na "Zwłoki w Parku Szczytnickim"

ja: wow, pani jako pierwszej się to właśnie opowiadanie spodobało, czy dlatego, że nawiązuje do filmu "Dzień świstaka"?

- Też, ale bardziej na postać, którą Pani udało się unieszkodliwić. Miałam nieprzyjemność pracować z kimś kto mógłby być jej sobowtórem.

Koleżanka z którą byłam internowana w Gołdapi

 Z przyjemnością wędrowała po Wrocławiu przypominając sobie opisane miejsca. Przypomniała sobie też dzięki książce, że psycholożkę w Gołdapi nazywałyśmy „Puszek”.

Jej koleżanka czytała i pękała ze śmiechu.

Koleżanka lekarka:

Była w trakcie urlopu i po przeczytaniu zadzwoniła z podziękowaniem za książkę.

Pochwaliła mnie za to, że zamiast narzekać nudzić i marudzić obśmiałam przykre doświadczenia.

Nauczycielka

Jeśli miałabym wybrać to chyba opowiadanie p.t. "Topielec przy Galla Anonima"

Prawdę mówiąc z taką formą opowiadań i tematyką spotkałam się po raz pierwszy.

Znajoma nauczycielka polonistka

Najbardziej podobało się jej opowiadanie „Zabójcza śmierć…”, bo w nim bohaterka konsekwentna jest w realizowaniu swojego marzenia.

znajoma życzliwa

Przeczytałam książkę....Jest wspaniała. Pomysł z kotami rewelka...Czytałam i momentami zaśmiewałam się do łez.

No masz wrogów... Super to pokazane...Bardzo mi się też podoba wprowadzanie tekstów o Wrocławiu...

Całość naprawdę znakomita...Nie umiem wyszczególnić opowiadania..wszystkie są zaskakujące..inne...

no i poczucie humoru...Wielkie brawa...

 Znajoma urzędniczka

Dziękuję za Pani książkę. Oprócz ciekawych i wesołych historii kryminalnych, książka była dla mnie źródłem wielu informacji o Wrocławiu. Raz jeszcze dziękuję.

Pracownik DBP, edytor

 Ciekawy jest, według mnie, pomysł napisania opowiadań „prawie kryminalnych”, co faktycznie pozwala na rozbicie gatunkowych ograniczeń i poszerzenie możliwości interpretacji opisywanych zdarzeń.

Trzy cechy tych opowiadań przyciągają specjalnie moją uwagę –

- po pierwsze ich wrocławskość,

- po drugie – osadzenie w realiach bibliotecznych (i chociaż wyłania się z nich obraz bibliotek raczej zasmucający, to jest to jednak jakaś o nim prawda),

-  a po trzecie… to, co podoba mi się najbardziej – motywy „kocie”. A wśród nich ten przejmujący obrazek z „Topielca przy Galla Anonima”, kiedy bohaterka (Pani alter-ego) ratuje kotkę przed zatopieniem…

 Gratuluję!

A na koniec  chcę podkreślić, że zrobiła Pani fajną okładkę – kolorową i dowcipną!

 

 pierwowzór policjantki Kasi

Koncepcja książki oparta jest na uśmiercaniu prywatnych wrogów Brojek, o czym możemy przeczytać w nocie od wydawcy.Taki sposób pozbywania się prześladowców uważam za genialny i godny polecenia.Czy pisarka rozprawiła się już ze wszystkimi swoimi wrogami?

Polecam opowiadania również z kilku innych powodów: akcja książki toczy się w moim ukochanym Wrocławiu, (współcześnie i kilkadziesiąt lat do tyłu), mamy w niej świetne opisy wielu ciekawych miejsc, które zachęcają wręcz do odwiedzenia stolicy Dolnego Śląska, opowiadania zawierają wyjątkowo celne, nieszablonowe spostrzeżenia i uwagi o życiu.

A poza tym książkę cechuje niesamowite poczucie humoru, sarkazm, z którego Irena znana jest również prywatnie. Całość „lekko” się czyta. „Wrocław, koty i … opowiadania prawie kryminalne” to relaks w czystej postaci…

Jak już wspominałam w jednym z postów, pierwowzorem policjantki Kasi jestem… ja. Dlatego bardzo dziękuję autorce za tak łaskawe obejście się z postacią. Zwłaszcza za świetne dialogi w trakcie, których funkcjonariuszka jest równorzędną partnerką dla głównej bohaterki. Obie w takim samym stopniu błyskotliwe, co… złośliwe. A przede wszystkim dziękuję za zmarginalizowanie postaci policjantki, w przeciwnym wypadku mój system nerwowy, w trakcie czytania „o sobie”, mógłby paść…

Cytat: Policjantka Kasia: „ (…) sąd, sądem a sprawiedliwość musi być po stronie prawa.”

Właśnie skończyłam czytać: „Topielec przy Galla Anonima”... Rewelacja.

Opowiadanie dopieszczone w każdym calu. Mistrzowski opis pani sprzątającej...

Lekkość, poczucie humoru. Brawo!!!

PS Na uwagę zasługuje również oryginalna, wyjątkowo dobrze współgrająca z treścią opowiadań, okładka autorstwa I. Brojek.

PODSUMOWANIE

 

 Rozdałam wiele egzemplarzy swojej książki i każdego obdarowanego prosiłam o wybranie ulubionego opowiadania.

Od większości nie doczekałam się spełnienia tej prośby.

Pewnie  z powodu:  braku czasu, zawyżonych oczekiwań wobec książek i  pogardy dla „czytadeł”, czasem wygodnictwa czy lekceważenia na zasadzie: szkoda mojego czasu, bo cóż ta Irena mogła napisać dobrego, nic przecież, lepsze bym napisał/a).

Domyślam się, że nie spełniono mojej prośby także z niezrozumienia, że śmiech jest ucieczką od smutku.

 A nawet „Śmiech odkurza znużone półki naszych dni” J. Carroll – „Czarny koktajl”

Oczywiście biorę pod uwagę możliwość, moje opowiadania  po prostu NIE SPODOBAŁY się obdarowanym.

Osobom, które przeczytały książkę i podzieliły się ze mną wrażeniami BARDZO DZIĘKUJĘ!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek