O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.

spotkanie literackie

sobota, 03 października 2015

 Zaproszono mnie na piątkowe spotkanie z pisarzem Andrzejem Szynkiewiczem autorem "Gniewnego lata". Napisałam o niej  http://kotnagalezi1.blox.pl/2015/05/Dowcipny-detektyw.html

Odbyło w Mediatece i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie pomysł autora. Należał on bowiem do grupy rekonstruującej wydarzenia historyczne, więc ma wprawę w tworzeniu i wykonywaniu różnych pomysłów.

Z radio-patefonu sączyła się muzyka z epoki, czyli z lat trzydziestych XX wieku.

 Na początku zebrani ujrzeli mężczyznę z wąsem, fajką i teczką wchodzącego w przestrzeń jaką autor z pomocą mebli rodzinnych i przyjaciół stworzył:

Mężczyzna powiesił płaszcz na wieszaku, zasiadł za biurkiem i zabrał się do przeglądania dokumentów.

Aż tu nagle usłyszeliśmy trzy strzały ale jakoś nikt nie padł na ziemię. Z antresoli zbiegli dwaj panowie, jeden popychał drugiego.

 Podeszli do biurka, popychający usiadł na krzesle przy maszynie do pisania, drugi naprzeciw policjanta z fajką. I zaczęło się przesłuchanie.

 Oczywiście na początku zapytano o imię i nazwisko. Podejrzany nie odpowiedział, że nazywa się Grzegorz Brzęczyszczykiewicz ponieważ był to prywatny detektyw Wilhelm Knocke, bohater "Gniewnego lata", czyli autor we własnej osobie. Przesłuchanie policyjne trwało krotko, dłużej literackie, bo policjant zamienił się w prowadzącego spotkanie.

O autorze i jego twórczości można się dowiedzieć z autorskiej strony: http://wilhelm-knocke.pl/

a wygląda tak:

środa, 30 stycznia 2013

dzisiaj w bibliotece publicznej przy ul Wyszyńskiego spotkaliśmy się z panią Marią lewkowską i jej poezją o kotach. Na gitarze grała i swoje teksty (m.in. "Black cat blues") śpiewała Elżbieta Kołodziejczyk - na zdjęciu obie panie oraz torba ekologiczna z kotem.

Pani Maria urodziła się w 1958 r. we Wrocławiu. Ukończyła liceum ss. Urszulanek i Papieski Wydział Teologiczny. Kotami zajmuje się od 13 lat. Wydała dwa  "kocie"tomiki:

z tego drugiego:

W gwiazdy zapatrzona

Inka - czarna kotka

Marzy o strumieniu

i białych stokrotkach

 

Rozmawia z wróblami

I wita jaskółki

Przywołuje słońce

Straszy wszystkie smutki

***************************************************

Szare ptaki nadleciały

Usiadły przy oknie

Trzepot skrzydeł umilkł

Może nikt nie zmoknie?

 

Kot podbiegł do szyby

Nos ropłaszczył czarny

Ja jestem szczęśliwy

Lecz los ptaków marny!

*************************************************************

Jestem Łazior - kot czarny i biały

Jestem Łazior - kot brudny okropnie

Jestem Łazior - kot głodny zmarznięty

kot co marzy o świetle w Twym oknie.

 

W oczy Ci zajrzę pewnie wieczorem

Kiedy wracać już będziesz do domu

Jeśli spojrzysz dziś na mnie uważnie

Ujrzysz kota co mruczy - nikomu

 

poniedziałek, 03 września 2012

 na zdjęciu autorka EwaStachniak na tle swojej książki http://pl.wikipedia.org/wiki/Ewa_Stachniak

Książka nosi tytuł "Katarzyna Wielka. Gra o władzę", a na książce są dwa napisy:

 "Aby przetrwać musi przyswoić sobie reguły pałacowej gry i pamiętać o jednym: wszyscy oszukują".

"Historia romansów, intryg i spisków jednej z najodważniejszych kobiet w dziejach".

Caryca Katarzyna II ma u nas bardzo złą opinię, to ta, która wzięła udział w rozbiorach Polski, uwiodła Stanisława Poniatowskiego, miała setki kochanków, była okrutna i zła.

"Dlaczego akurat Katarzyna?" - zapytałam autorkę. Bo była bohaterką jednego z jej opowiadań, a poza tym podobizny carycy przewijały się ciągle przez życie autorki. Zapytałam też czy polubiła swoją bohaterkę? Stara się tak pisać, aby czytelnik sam sobie wyrobił zdanie.

Książka to powieść, narratorką jest osoba (fikcyjna) z otoczenia Katarzyny. Autorka przed napisaniem książki robiła liczne przygotowania. Przeczytała pamiętniki Katarzyny i Stanisława Poniatowskiego i inne z tej epoki. Była z mężem w Sankt Petersburgu, zwiedzała i dokumentowała miejsca gdzie caryca mieszkała, chodziła, jeździła. Fotografowali też obrazy zawierające przedmioty z epoki, aby móc je potem opisać.

Majlowo zadawała pytania różnym ekspertom, np. lekarzom opisywała objawy chorób swoich bohaterów i pytała na co chorowali. Katarzyna miała cukrzycę II stopnia, a lekarz kazał jej pić codziennie rano kieliszek słodkiego wina. Dlatego miała niewyleczalne wrzody na nogach i w ostatnich latach już nie chodziła.

Caryca bardzo dużo czytała, autorka ściągała (sprowadzała) i czytała te same książki, aby wczuć się w zainteresowania, sposób myslenia, skojarzenia bohaterki.

Przeszłość jest obcym krajem, trzeba się jej nauczyć, poznać język, szczegóły życia - usłyszeliśmy.

Autorce zależy, aby jej książki były czytane, nie chce pisać do szuflady lub dla małej grupki ludzi.

 Pisze po angielsku, autoryzuje przekłady swych książek.

Studiowała we Wrocławiu anglistykę, w Kanadzie zrobiła doktorat, mieszka tam od 30. lat.

sobota, 17 marca 2012

 Zapraszam 20 marca (wtorek) o godz. 17, na spotkanie poetyckie członkiń Robotniczego Stowarzyszenia Tworców Kultury, pt.: "Wiosna jest w nas"

w Domu Kultury "Piast" Wrocław, ul. Rękodzielnicza 1, (dojazd tramwaje: 3,10,21,23, autobusy: 103, 126, 128),

wystąpią: Aleksandra Zamorska, Marianna Danilczuk, Leokadia Bajrakowska i Iza Bill, a przy okazji będzie można obejrzeć wystawę obrazów.

czwartek, 23 lutego 2012

 nie, nie otrzymałam takiego bukietu

Tomik "Zabawy literackie" zawiera limeryki, lepieje, altruitki, fraszki i epitafia. Wydał go Nauczycielski Klub Literacki "Ananke" istniejący przy ZNP od 1989 roku .

Dzisiaj we wrocławskim Klubie Muzyki i Literatury niektóre autorki powyższych dziełek miały okazję je przedstawić. publiczności siedzącej wokół zbyt dużego biesiadnego stołu. Oj, nie pasuje on tam, nie pasuje.

 Powitał nas gospodarz klubu, bardzo elegancko odziany w sportowy nader sweter.  Nie znał nazwy chóru ani tytułu tomiku usprawiedliwiając się, że został zaskoczony. Ale choć jeden garnitur to pewnie ma?

Na początku, w środku i na koniec wystąpiło 8 osób z chóru "Basilica Cantans" z parafii p.w. św. Antoniego na Karłowicach i Bazyliki Mniejszej p.w. św. Elżbiety.  Pięknie śpiewali i elegancko wyglądali. Pierwsza pieśn nosiła tytuł "Nie będzie Jasieńka głowa bolała" i mam nadzieję, że nikogo z obecnych także. Choć były 2 szampany i butla pysznego wina z wiśni popędzonego przez Lonię-współautorkę tomiku.

Młodzieniec z chóru zapytał czy ja też będę czytać spod fortepianu. Stanę raczej obok - odpowiedziałam.

Spotkanie prowadziła Aleksandra Zamorska wywołując nas do czytania swoich tekstów. Ja poszłam na pierwszy ogień jako autorka podwójna, bo i kolaży na obu okładkach. Najpierw czytałyśmy limeryki (przedstawię tu tylko swoje utwory, cały tomik można u mnie nabyć).

Cny bibliofil z Wrocławia

książek w domu nastawiał.

Niechcacy zrobił "hop"

i zarwał mu się strop.

A biały kruk mu nawiał.

Potem lepieje, moich w tomiku nie ma.

Altruitki:

Zamiast bluzgać w internecie

lepiej zamknij się w klozecie.

*************************************

Miast bez sensu szukać złota

lepiej pogłaszcz swego kota.

***********************************

Fraszki - jakoś ich nie pisuję

Epitafia:

Tu leżą dobre maniery

szlag je trafił, do cholery.

****************************

Tu leży rozum Polaków

bardzo długo go opłakuj.

************************************

Tu leży wspanialy mój kot

autor wielu przemyślnych psot.

**************************************

Członkowie chóru dostali w prezence po jednej róży (patrz wyżej) i po tomiku "Zabaw literackich".

Nie obyło się bez dzwonienia jednej z komórek w czasie występu chóru. Komórki, na czas spotkania, won do komórki jakiejś.

Dziękuję wszystkim moim znajomym obecnym na spotkaniu.

 

 

czwartek, 17 listopada 2011

 Dolnośląska Biblioteka Publiczna organizuje "spacery literackie" po Wrocławiu.  Oprowadza sympatyczna i urodziwa przewodniczka pani Krysia. Przyszło ponad 30 osób, w tym kilku panów. Dzisiejszy odbył się w redakcji miesięcznika "Odra". Mieści się ona pod adresem Rynek-Ratusz 25. Weszliśmy na drugie piętro wąskimi schodami w ślicznym i optymistycznym ciemnoszarym kolorze, ściany są zaś popielate.Tyż piknie. Idealnie z tym komponuje się bardzo duży obraz z dwoma postaciami i napisem "Tu mordują" będący własnością jednego z redaktorów. A to go autor uszczęśliwił! Kolorystyka wzmiankowana bardzo też konweniuje z tym co opowiadał redaktor naczelny Mieczysław Orski. Albowiem ANI JEDNA biblioteka publiczna we Wrocławiu nie prenumeruje "Odry". Dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej (www.biblioteka.wroc.pl wysyłajcie podziękowania) oświadczył naczelnemu, że nie ma na to pieniędzy. Dolnośląska Biblioteka Publiczna i Pedagogiczna otrzymują po jedenym egzemplarzu w prezencie. Pismo jest dotowane przez Ministerstwo Kultury. Drukuje 5000 egzemplarzy (zaczęto w 1961 roku od 3000). A władze Wrocławia, które otrzymało tytuł miasta kultury, w ramach leczenia kompleksów, wydaje fortunę (więcej niż Warszawa na Nagrodę Nike) na nagrodę Angelusa Silesiusa. O pracy od podstaw nikt w urzędzie nie słyszał? Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Szczególnie w miejskim urzędzie. Gratuluję!

Spotkanie w ciasnym pokoju redakcji uświetniła swoją obecnością 80-letnia poetka Urszula Kozioł. Niestety ze zranionym prawym kciukiem więc nie mogła podpisywać swojej książki. Kolekcjonuje "starocie" i jedna z obecnych pań podarowała jej kryształowy korek do karafki, od wielu lat będących w posiadaniu jej rodziny.

Na oknach pokoju leżą sterty papierów. Redaktor Orski opowiedział, że za czasów poprzedniego naczelnego młody pracownik pisma przekopał te sterty i znalazł teksty Olgi Tokarczuk i Stasiuka. Nikt wtedy w "Odrze" się nimi nie zainteresował, pisarzy docenili inni. Młody szperacz już tam nie pracuje. Nie wiem dlaczego. Powiedziano nam też, że w Polsce bardzo wiele osób pisze wiersze i redakcja jest nimi zasypywana. Wniosek prosty - nie wysyłajcie do "Odry" swoich tekstów. Piszcie do szuflady (jak ja) lub wydawajcie na własny koszt.

W numerze piątym z tego roku jest tekst Mariusza Urbanka "Jeden dzień z życia "Odry" polecam bo dowcipny. Oraz potwierdzający to co wyżej.

Oto strona internetowa pisma: www.odra.net.pl

Zmęczona staniem w tłumie i kurtce pokrzepiłam się kawą w "Witamince". Przy wejściu na parapecie stoi kilkanaście "uwolnionych" książek do wzięcia. Głównie literatura sensacyjna. Można się częstować.

 

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

 Byłam dzisiaj w "Saloniku Trzech Muz", aby ustalić kiedy i jak będziemy instalować moją wystawę (juz teraz zaprazam na 9 maja, godz. 18). Przy okazji obejrzałam prace E. Zakrzewskiej. Urodzila się w 1959 r. w Cieszynie. Ukończyła Liceum Plastyczne, a potem pedagogikę. Prezentowane prace są jej debiutem.

 

Swoje wiersze prezentował dziś Alfred Kampa. Wydał wlaśnie pierwszy tomik "Człowiek: wszystko i nic". Oprawę muzyczną zapewniły jego dwie wnuczki grając na gitarach i śpiewając.

Autor jest z wykształcenia fizykiem, z zawodu nauczycielem, z charakteru ciepłym i życzliwym człowiekiem.

na zdjęciu A. Kampa i Ela K. osoba o wielu talentach m.in. muzycznym, literackim, wydawniczym.

Na spotkanie

Spotkam się z drzewem.

Obejmę chropawe trwanie,

przygarnę istnienie,

tak samo wysokie jak moje,

po równo stare i młode.

Będziemy razem żyć.

Stojąc.

 

 

środa, 26 stycznia 2011

 Kilkanaście razy wystawiałam się na krytykę pokazując kolaże lecz nigdy nie czytałam publicznie swoich utworów. Planowałam to zrobić w maju ale stało się inaczej. Koleżanki namówiły mnie na wspólny wieczór z haiku w Klubie przy ul. Sarbinowskiej (patrz zdjęcie, ja to 4-ta od lewej). Popełniłam ich kilka, choć jestem osobą prozaiczną czyli wolę prozę. Pisać i czytać.

Grupa twórcza "Ananke" wydała, ostatnio, tomik pt.: "Świat według haiku" w ktorym jest sześć i moich. Czytałyśmy po kolei swoje haiku, oto moje:

Haiku:

Stare albumy

układam puzzle wspomnień

collage życia. 

***************************

Słoneczna plama

na dywanie drzemie kot.

Ciepło i błogość.

*********************************

Wyrzucone życie

obok śmietnika książki

kiedyś bestsellery.

Teresa wymysliła, że na zakończenie ja przeczytam limeryki, a z własnej inicjatywy dodałam "Lepieje", "Altruitki" i "Epitafia" i dwie scenki Teatrzyku "Kielbie we łbie", oto niektóre z nich:

Limeryki:

Czarny kot z Wrocławia

nocami się zabawiał,

aż go dorwali

i wykastrowali.

Łagodny jest jak łania.

**********************************

Mieszkaniec Karłowic zalany

podlewał sąsiednie bramy.

Aż pies rudy jak tygrys

najcenniejsze mu wygryzł.

Nie wyleczy tej rany.

Altruitki:

Zamiast śpiewać falszywie

uprawiaj w ogródku endywię.

**********************************

Zamiast pleść banały

zrzuć się sam ze skały.

Epitafia:

Tu leżą dobre maniery

szlag je trafił, do cholery!

***************************

Tu leży rozum Polaków

bardzo długo go opłakuj.

Lepieje:

Lepiej wisieć na sośnie

niż czytać "Przedwiośnie".

************************************

Lepiej nie wychodzić z krzaków

niż czytać "Krzyżaków".

*****************************

Lepiej czytać książki

niż zbierać posążki.

*****************************

Lepiej glaskać kota

niż żyć jak idyjota.

Jedna ze słuchaczek powiedziała mi, że jest polonistką i uczniowie tak traktują konieczność czytania lektur jak to opisałam w "lepiejach".

Na zakończenie chór "Dumka" (na zdjęciu) zaśpiewał kolędy, a my wraz z nim ostatnią zwrotkę "Bóg się rodzi" czyli:

"Podnieś rękę, Boże Dziecię,
Błogosław Ojczyznę miłą!
W dobrych radach, w dobrym bycie
Wspieraj jej siłę swą siłą.
Dom nasz i majętność całą,
I wszystkie wioski z miastami.
A Słowo ciałem się stało

 i mieszkało między nami". 

 

 

czwartek, 14 października 2010

Hanna Kowalewska o pisarstwie i mediach

  W środę 13 października, w bibliotece publicznej przy ul. Wyszyńskiego we Wrocławiu (MBP, filia nr 34) goszczono pisarkę Hannę Kowalewską.

Urodziła się ona w 1960 roku w Wysokiem Mazowieckiem. Studiowała polonistykę na Uniwersytecie im. M. Curie-Skłodowskiej w Lublinie, ukończyła także Studium Scenariuszowe w Łodzi. Przez kilka lat była nauczycielką i krótko bibliotekarką.

Debiutowała w prasie w 1985 roku.

Choć od dawna pisała czytelnicy, tak naprawdę, poznali i polubili jej książki po ukazaniu się „Tego lata w Zawrociu” .

 - „Tego lata w Zawrociu” pisałam kilkanaście lat – powiedziała autorka. Zaczęło się od krótkiego opowiadania, które rozrastało się bo ciągle coś do niego dopisywałam.  Gdy wydawnictwo „Zysk i s-ka” oraz „Świat Książki” w 1997 roku ogłosiły konkurs na współczesną powieść polską moja książka już była gotowa.

- Czy pani bohaterowie mają pierwowzory w rzeczywistym świecie?

- Nie, są wytworami mojej wyobraźni. Raz tylko wykorzystałam parę faktów z życia mojej koleżanki ale poprosilam ją o pozwolenie.

Autorka powiedziała nam, że 1987 rok był najobfitszym w pomysły na książki. Przychodzą one jej do głowy np. w czasie spaceru nad morzem.

- Czy miała pani propozycję sfilmowania książek?

- Tak, ale chociaż jestem przygotowana zawodowo do pisania scenariuszy sama nie potrafiłabym napisać go z mojego tekstu. Zbyt jestem przywiązana do moich bohaterów i wszystkich wątków.

_Czy przed oddaniem do druku swojej powieści daje pani ją komuś do przeczytania?

- Teraz  rzadko, ale miałam przyjaciółkę o podobnym do mojego guście literackim oraz wrażliwości na której opinii zawsze polegałam.

_- Pani książki mają wysmakowaną szatę graficzną – stwierdziła bibliotekarka prowadząca spotkanie.

- Cieszę się, że zwróciła pani na to uwagę.  Moja graficzka często przez kilka tygodni szuka odpowiadającego mi pomysłu na okładkę.

- Jak dużo czyta pani książek i czy ma pani ulubione?

- Albo czytanie, albo pisanie – stwierdziła Kowalewska. Głównie czytam literaturę faktu jak listy czy pamiętniki.

Pisarka powiedziała, ze kiedyś Empik promował dobre książki wystawiając je w widocznych miejscach. Teraz chodzi tylko o zarobek.

Ze smutkiem powiedziała, że programy kulturalne w mediach są spychane na głęboką noc, a po stwierdzeniu niskiej oglądalności zdejmowane z anteny. Media wymagają też od wydawnictw opłaty za recenzje.

- Od czego zależy obecność pisarzy w mediach? Jedni są tam często a inni wcale – powiedziała kierowniczka biblioteki.

- Od tego czy twórca mieszka w Warszawie, bardzo chce zaistnieć albo ma znajomych w tym środowisku – usłyszeliśmy.

- Czy opłaca się być pisarzem? – zainteresowała się bibliotekarka.

- Ja żyję z pisania ale wydawnictwa traktują pisarzy bardzo przedmiotowo.

- Dobra książka sama się obroni – optymistycznie stwierdziła prowadząca spotkanie.

Ja pracowałam prawie czterdzieści lat w bibliotekach i nie jestem taką optymistką.

 Hanna Kowalewska wydała:

PROZA

Cykl: 1. „Tego lata w Zawrociu” 2. „Góra śpiących węży”, 3. „Maska Arlekina” 4. „Inna wersja życia”

„Kapelusz  z zielonymi jaszczurkami”

„Julita i huśtawki”

„Letnia akademia uczuć”

 

POEZJA

„Anna tłumaczy świat”

„Winoroślinność”

 

Pisze także słuchowiska i dramaty.

  

O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek