O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.

o filmie

sobota, 12 sierpnia 2017

 

  „Kedi – sekretne życie kotów”

Reż. Ceyda Torun

 

WSTĘP: Koty jak piosenka – są dobre na wszystko

O filmie:

Jest to film nie tylko o sekretnym życiu kotów.

To obraz o mieście, budynkach, zaułkach, targowisku, o ludziach i oczywiście przede wszystkim o kotach. Nakręciła go kobieta. Według mnie to ważne, bo do tematu podeszła z miłością.

Kamera śledzi wędrówki, miejsca odpoczynku, sposoby zdobywania pożywienia i gniazda rodzinne różnych kotów:   Spryciary, Przylepy, Sułtana, Flirciarza, Bestii, Szajby i Cwaniaka. Reżyserka potrafi śledzić jednego kota przez dłuższy czas i to są najlepsze fragmenty tego filmu.

 Pokazuje różne sytuacje: walkę o swój teren, wskakiwanie na drzewo przez gzyms i na balkon mieszkanki kamienicy, karmienie kocich dzieci, wygrzewanie się na fotelach, występach i dachach budynków.

Nie pokazano ani jednej sytuacji, która byłaby zagrożeniem dla zdrowia i życia kota ze strony ludzi. Nawet odrobiny niechęci.

Wypowiadają się o nich różne osoby – ekspedientka, właściciel baru, karmiciele, rybak, plastyczka, straganiarze. Niektórzy uważają, że przez koty mają kontakt z Bogiem.

Koty w Stambule to nie tylko te wolno żyjące ale o nich jest opowieść.

 Jednak i one potrzebują ludzi – karmienia, pomocy weterynaryjnej czy głaskania. To wspaniała symbioza. Koty nie są wredne i egoistyczne – odwdzięczają się  – a to tępieniem szczurów, a to wskazaniem leżącego portfela z sumą ratująca trudną sytuację życiową. A nawet stają się lekiem na cale zło, czyli depresję.

Najchętniej buszują na targowisku, bo tam jest pod dostatkiem ryb i innego jedzenia. Co się stanie gdy władze miasta zlikwidują to miejsce? Gdzie się biedaki podzieją?

Może jednak powinno się pomyśleć o częściowej chociaż sterylizacji.

Potrafią sobie jednak radzić na przykład domagając się poczęstunku od gości w restauracji siedzących na zewnątrz lokalu lub drapiąc w szybę baru. Czy nikt im nie odmawia? Na filmie jest ogólna aprobata dla tych pełnoprawnych mieszkańców miasta.

Ale zdarza się, że ktoś wyrzuci kota z domu i ten szuka nowego. A nawet podrzuci rybakowi kocięta. Więc idealnie nie jest – ale nobody`s perfect. Nawet Turcy w Stambule.

Polecam.

 

sobota, 15 lipca 2017

 

„Volta” reż. Juliusz Machulski

 

WSTĘP: Zemsta jest najlepszą potrawą upieczoną w piekle

Film rozpoczyna się sceną widzenia w więzieniu. Kobieta (Katarzyna Herman) tłumaczy niewidocznej osobie,

że nie należy się mścić, bo to źle wpływa na naszą psychikę. I, że w takim wypadku najlepsza jest ignorancja.

Widz myśli sobie: chyba ignorowanie. Otóż nie – a dlaczego dowiadujemy się dopiero na końcu.

Akcja toczy się w Lublinie, które to miasto obchodzi 700-lecie istnienia.

Woody Allen mógł zrobić filmy o Paryżu i Rzymie, to dlaczego Machulski nie miałby umieścić swoich bohaterów w Lublinie.

Głównym bohaterem (absolutnie nie pozytywnym) jest spin doctor Bruno Volta (świetny Andrzej Zieliński).

Szalenie z siebie zadowolony i gardzący wszystkimi. Na przykład o ludziach mówi  swołeczeństwo.

Jest doradcą i kreatorem wizerunku kandydata na prezydenta Kazimierza Dolnego (Jacek Braciak) marzącego o przywróceniu monarchii w Polsce z nim jako królem.

Volta ma dużo młodszą kochankę Agnieszkę (Aleksandra Domańska) wykonująca modny dzięki programom telewizyjnym zawód kucharki (kreatorki potraw?) i marzącej o własnej restauracji.

Jej kierowcą i ochroniarzem jest totumfacki Volty o nazwisku Dycha (Michał Żurawski).

Cała akcja kręci się wokół korony Kazimierza Wielkiego, którą zamurowaną w ścianie starej kamienicy znalazła Wiki (Olga Bołądź).

Przy okazji poznajemy dzieje regaliów polskich dzięki opowieści profesor Dąbrowskiej (znakomita Joanna Szczepkowska) oraz retrospekcjom – przenosimy się w wiek XI, XVI i XIX. Widocznie upodobanie do munduru nie przeszło reżyserowi po nakręceniu „Szwadronu”.

Mamy więc tu oprócz intrygi kryminalnej także kpinę z polityków i ich doradców. A przede wszystkim pochwałę kobiecej solidarności. I radę dla widzów , aby nie wierzyli wujkowi Google.

Na koniec Volta dostaje mms-a: trzeba się było uczyć, ćwoku.

I niech to zostanie jako przesłanie tego filmu.

Polecam.

sobota, 08 lipca 2017

 

„W starym dobrym stylu” reż Zach Braff

WSTĘP: Chęć zysku (właścicieli fabryki) daje emerytom po pysku.

O filmie:

Trzej przyjaciele z fabryki skromnie żyją z emerytury wypłacanej przez byłego pracodawcę.

Joe (Michael Caine – 84 lata) mieszka, w niespłaconym domu, z córką i wnuczką.

Willie (Morgan Freeman – 80 lat) córkę i wnuczkę widuje tylko za pomocą skype`a, osobiście tylko raz w roku.

W dodatku ma chore nerki i często poddaje się dializie.

Ze względów oszczędnościowych mieszka z Albertem (Alan Arkin – 83 lata).

Panowie bardzo się lubią ale też i czubią, bo bez dobrotliwego dogryzania sobie ich przyjaźń byłaby nudna.

Pewnego dnia okazuje się, że fundusz emerytalny diabli wzięli i seniorzy nie będą mieli ani gdzie, ani z czego żyć.

Z początku załamani postanawiają wziąć sprawę w swoje ręce. Pomysł rzuca Joe, który był w banku w trakcie skutecznego napadu.

Przyjaciele nie mają bandyckiego doświadczenia, więc za częściowy udział w zyskach zatrudniają przestępcę. Opracowuje on doskonały plan i na końcu dowiadujemy się dlaczego był taki świetny.

Główną zaletą filmu są trzej główni aktorzy. Już nie tak przystojni i sprawni jak kiedyś ale „choć szron na głowie, już nie to zdrowie lecz w sercu ciągle maj”. Bo oprócz historii kryminalnej mamy też ognisty romans.

Policjant jest inteligentny i sprawny zawodowo inaczej, więc wszystko kończy się dobrze.

Oprócz pozytywnego wydźwięku filmu, że najważniejsza w życiu jest przyjaźń mamy też smutne stwierdzenie, że Ameryka to nie jest kraj dla starych ludzi.

To świetny film na letnią porę  - polecam.

sobota, 18 marca 2017

 

„Pokot” reż. Agnieszka Holland (na podstawie powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”)

Agnieszka Holland nazwała ten film "feministyczno-anarchistycznym eko-thrillerem z elementami czarnej komedii".

Akcja filmu jest oparta na silnych kontrastach. Spokojnej pięknej przyrodzie w różnych porach roku przeciwstawiono okrutnych, bezwzględnych, egoistycznych ludzi – głównie mężczyzn.

To członkowie koła myśliwskiego, a między nimi: ksiądz (Marcin Bosak), Prezes (Andrzej Grabowski), chamski i okrutny właściciel fermy lisów (Borys Szyc), komendant policji.

Główną bohaterką jest Janina Duszejko (Agnieszka Mandat), wegetarianka, astrolożka, która ma za sobą karierę budowniczego mostów na Bliskim Wschodzie. Teraz żyje w Sudetach z dwoma sukami i uczy języka angielskiego w szkole. To archetyp mścicielki.

Duszejko szuka sojuszników w walce z okrucieństwem wobec braci mniejszych ale nawet u księdza nie znajduje zrozumienia. Argumentuje on, że zwierzęta nie mają duszy a człowiek ma sobie ziemię czynić poddaną.

Policjant  zaś jest finansowo uzależniony od biznesmena.

Mieszkańcy  uważają kobietę za wariatkę. Nikogo nie obchodzi los nie tylko zwierząt ale wszystkich słabszych istot.

Takimi są w filmie dziewczyna nazwana Dobra Nowina (Patricia Volny – córka Jacka Kaczmarskiego) i Dyzio świetny informatyk (Jakub Gierszał).

Przyroda się mści i okrutnicy zaczynają ginąć. Duszejko twierdzi, że to zwierzęta zabijają. Ale czy to prawda?

Myślistwo to symbol bezkarnej przemocy usankcjonowanej prawem i tradycją, w dodatku ilość ofiar jest powodem do dumy i robienia sobie zdjęć pamiątkowych nad zwłokami zwierząt.

Przewijająca się przez film pieśń „Pojedziemy na łów” (z XVII wieku) radośnie zachęca do zabijania:

Pojedziemy na łów, na łów, 
towarzyszu mój.

Na łów, na łów, na łowy 
Do zielonej dąbrowy, 
towarzyszu mój!

Aż tam biegnie zając, zając, 
towarzyszu mój.

Puszczaj charty ze smyczą, 
Niech zająca uchwycą, 
towarzyszu mój! 

W dalszych zwrotkach jest sarna i soból, a nawet panna.

To nie jest obraz idealny, bo reżyserka tak poprowadziła główną postać, że w swojej pasji i bezkompromisowości jest momentami denerwująca a nie przekonująca.

Klarowność narracji zaburza też wielość wątków i retrospekcje. A nadwrażliwych widzów może odstręczyć kilka okrutnych scen.

Z ciekawostek - na planie filmowym próbowano przekonać psy do lizania twarzy Duszejko za pomocą smarowania twarzy aktorki pasztetową i smalcem.

 

 

 

sobota, 22 października 2016

„Ostatnia rodzina” reż. Jan P. Matuszyński

WSTĘP:

Zdzisław Beksiński urodził się  24 lutego 1929 w Sanoku, zmarł 21 lutego 2005 w Warszawie – polski inżynier, malarz, rzeźbiarz, fotograf, rysownik i artysta posługujący się też grafiką komputerową.

Tomasz Sylwester Beksiński urodził się 26 listopada 1958 w Sanoku, zmarł 24 grudnia 1999 w Warszawie – polski dziennikarz muzyczny, prezenter radiowy, tłumacz języka angielskiego.

O filmie:

Film zaczyna się i kończy sceną śmierci. Pierwsza powstała w wyobraźni Zdzisława, druga w rzeczywistości. Obie są koszmarne.

To pierwszy demon – demon śmierci, która przewija się przez cały film. A dotyczy nie tylko starszego pokolenia.

Na warszawskim blokowisku w  M-5 mieszka Zdzisław Beksiński (Andrzej Seweryn) z żoną (Aleksandra Konieczna), swoją matką i teściową.

W budynku nieopodal  żyje ich syn Tomasz (Dawid Ogrodnik) ogarnięty demonem depresji, nadwrażliwości i nieumiejętności radzenia sobie z rzeczywistością. Nie radzi sobie także z demonem śmierci. Mimo ogromnych możliwości intelektualnych.

Zdzisław jest ogarnięty demonem malarstwa, pełnego okrucieństwa, grozy, przemocy i śmierci.

A także kupowania coraz nowszego sprzętu audiowizualnego i nagrywania siebie samego i swojej rodziny.

Jego żonę pożera demon codzienności, czyli dbania o seniorki, męża i syna, którzy bez niej nie poradziliby sobie z prozą życia.

Ta proza jest w filmie dokładnie pokazana  za pomocą częstych podróży obskurną windą, rozmów, wspólnych posiłków, chorób i pogrzebów.

Zdzisław przez otoczenie odbierany był jako spokojny, życzliwy i pogodny człowiek. Jakby wszystkie swoje demony umieścił na obrazach i dzięki temu one go nie dręczyły.

Takiego szczęścia nie miał Tomasz, demony prawie nigdy go nie opuszczały.

Demon śmierci pokonał całą rodzinę, a Zdzisława w parze z cudzym demonem zawiści i zachłanności.

Trójka aktorów gra wspaniale, są bardzo wiarygodni i przekonujący.

Bardzo polecam.

 

 

 



sobota, 03 września 2016

„Jak zostać kotem” reż. Barry Sonnenfeld

WSTĘP: Miłość wymaga poświęceń

O filmie:

Multimilioner Tom Brand (Kevin Spacey) musi stale udowadniać sobie i innym, że jest najlepszy.  Dowodem na to ma być najwyższy budynek na świecie. Każdy ma taką zabawkę na jaką go stać.

Nie ma czasu dla rodziny – pierwszą żonę zdradzał z linią lotniczą, obecną z wieżowcem.

Syna z pierwszego małżeństwa z którym współpracuje ciągle poniża i obraża.

Zbliżają się urodziny córki, która zamiast drogiego przedmiotu zażyczyła sobie kota.

A mister Brand nie znosi tych zwierząt.

Los w postaci nietypowego sprzedawcy w sklepie zoologicznym mści się okrutnie i umieszcza Toma w ciele kota.

Co się biedak namęczy i natrudzi, aby przekonać swoich bliskich, że jest mężem i ojcem. A to wypije karafkę alkoholu, a to nasika do markowej torebki poprzedniej żony. Najdziksze swawole jednak nie przynoszą efektu.

Nieoczekiwana zamiana miejsc ma zmienić charakter nastawionego tylko na siebie sobka.

W filmie mamy też uzależnienie młodego pokolenia od portali społecznościowych.

Także  rywalizację i podstępne knowania w korporacji prowadzące do wysiudania prezesa ze stołka.

I trochę magii, bo koty magicznymi zwierzętami są.

Dodatkową atrakcją jest dubbing – głos kota Puszka jest głosem aktora Tomasza Kota.

Dożywocie w kocie? Dlaczego nie?

To film familijny, więc prosty w fabule i przesłaniu ale miłośnicy kotów na pewno z przyjemnością go obejrzą.



sobota, 23 lipca 2016

„Subtelność” reż. Christian Vincent

WSTĘP: Sąd nie jest po to, aby ustalać prawdę, tylko po to, aby pokazać jak działa prawo

O filmie:

„Subtelność” na ubiegłorocznym Międzynarodowym Festiwalu Filmów Fabularnych w Wenecji dostał nagrodę za scenariusz i dwie dla pary aktorskiej.

Zgadzam się z werdyktem co do aktorów natomiast do scenariusza mam zastrzeżenia.

Tytuł sugeruje, że będzie to opowieść o uczuciach.

Jednak dziewięćdziesiąt procent akcji to proces sądowy o zabójstwo siedmiomiesięcznego dziecka. Na ławie oskarżonych jest ojciec odmawiający zeznań, chociaż w trakcie przesłuchań na policji już się przyznał. Bardzo subtelny temat. Szczególnie, że drobiazgowo są rozpatrywane okoliczności śmierci dziecka.

Zobaczycie jak inną togę niż u nas nosi sędzia – do tego zresztą nawiązuje tytuł oryginalny filmu.

Także sposób wybierania sędziów przysięgłych, miejsce gdzie siedzą w trakcie procesu – inne niż w amerykańskim systemie.

Poznajemy te osoby w trakcie rozmów w pokoju narad i obiadu spożywanego w restauracji. Nie brak tam muzułmanki, której mąż próbował na policji załatwić zwolnienie żony z tego obowiązku.

Wśród tego grona jest lekarka Ditte (Sidse Babett Knudsen), która okazuje się dawną miłością sędziego Racine (Fabrice Luchini).

Teraz oboje są wolni  choć oczywiście po przejściach i z przeszłością.

Wątek ich ponownego spotkania i poznawania z trudem przebija się przez szczegóły z procesu sądowego, który starano się pokazać subtelnie. Ale czy  to jest możliwe gdy chodzi o sposób w jaki umarło dziecko – bo ojciec je kopnął lub uderzył drzwiami szafki.

Odniosłam wrażenie, że reżyser nie mógł się zdecydować jaki film kręci – o nieodpowiedzialnych młodych rodzicach (przesłuchanie matki dziecka to jedna z lepszych scen tego obrazu), czy o miłości kobiety i mężczyzny w średnim wieku.

Na szczęście Knudsen i Luchini grają świetnie. Mało ekspresyjnie, nie zalewają nas słowotokiem, grają raczej uśmiechem i spojrzeniami co daje wspaniały efekt i jest nader subtelne. Słusznie więc ci aktorzy zostali nagrodzeni.

 

 



sobota, 16 lipca 2016

"Lolo" reż. Julie Delpy, scenariusz J. Delpy, Eugene Grandval

WSTĘP: Nieodcięta w porę pępowina może grozić śmiercią lub kalectwem

Dwie 45 - letnie przyjaciółki Violetta(Julie Delpy) i Ariane (Karin Viard) na basenie w Spa rozmawiają oczywiście o facetach oraz intymnym pożyciu z nimi lub braku tegoż zajęcia.

Każda z pań ma kompletnie inny stosunek do własnego, dorosłego, już dziecka. Ariane uważa, że dziecko to wrzód na tyłku, Violetta ubóstwia i rozpuszcza synka o imieniu Eloi ( Vincent Lacoste) niemożebnie. Imię to przywodzi mi na myśl bohaterów książki "Wehikuł czasu" wiecznie młodych, bezmyślnych, leniwych i nieodpowiedzialnych.

W Biarritz Violetta poznaje Jean-Rene (Danny Boon) tyleż mało pięknego, co miłego i z poczuciem humoru.

Synek deklaruje uciechę z tego faktu ale postanawia zniszczyć związek, bo przecież on jest pępkiem świata swojej matki i tak ma zostać.

Pomysły synuś ma różne: od proszku uczulającego, przez tabletki potęgujące działanie alkoholu, bitwę na parasolki, gips na ręce, obciachowy strój, dwie nagie dziewczyny w łóżku i wirus komputerowy. Widać cel uświęca środki.

Lolo wszystkie swoje wyczyny skrzętnie opisuje w dzienniku nawet je ilustrując, albowiem jest zdolnym chłopczyną malarzyną.

Na szczęście córka Ariene jest przekupna i prawda wychodzi na jaw. A także wszystkie złe uczynki jakich Lolo dokonał od dzieciństwa.

Śmiejemy się często lecz warto zapytać podobnie jak klasyk: "z czego się śmiejecie?".

To film o toksycznych rodzinnych układach, o kobiecej przyjaźni,  potrzebie miłości, zaufania i bliskości. Także o wyrachowaniu, manipulacji i wykorzystywaniu.

Z ciekawostek: jest coś dla wielbicieli modowego hihg life`u - to udział Karla Lagerfelda.

Dobry film na letnią kanikułę.

 

 

sobota, 09 lipca 2016

„Chocolat” reż. Roschdy Zem

 

WSTĘP: Wytyczanie nowych szlaków nigdzie nie jest łatwe, ani w lesie, ani w życiu.

O filmie:

Początek filmu to koniec XIX wieku, miejsce akcji – północna Francja i nędzny cyrk w którym więcej artystów niż widzów. Właściciel poszukuje nowego artysty, którego występ zapewniłby frekwencję i dochody.

Wśród ekipy jest klaun George Footit (James Thieree), którego sława już przeminęła oraz czarnoskóry Kubańczyk Rafael Padilla (Omar Sy) występujący z małpą, udający kanibala i w ten sposób straszący publiczność.

Footit proponuje Rafaelowi stworzenie duetu. Dzięki jego pomysłom jest tak dobrze odbierany przez publiczność, że osiąga ogromny sukces w paryskim cyrku.

Tak zaczyna się opowieść o miłości i przyjaźni. O tym co bawiło publiczność w tamtych czasach. O cenie jaką płacą niektórzy artyści za sławę i sukces.

To film oparty na faktach autentycznych i dwóch bardzo różnych postaciach  – wysokim, ekspresyjnym i niedojrzałym Rafaelu oraz doświadczonym, introwertycznym i twórczym Georgu – klaunie z tajemnicą.

Każdy z tych aktorów jest klasą samą w sobie.

Niby bardziej widoczny jest wysoki, hałaśliwy Omar Sy ale wyciszony, oszczędnie używający środków wyrazu James Thieree doskonale wciela się w swoją rolę i przekonuje  do swojej postaci.

Obaj prawdziwi bohaterowie stworzyli duet jak na tamte czasy nowatorski, choć dzisiejszemu widzowi biały klaun kopiący czarnego to może być kontrowersyjny widok. Ale pamiętajmy, że to koniec XIX i początek XX wieku. Francja zniosła niewolnictwo dopiero w 1848 roku.

Reżyser jest Arabem, więc doskonale zna uprzedzenia rasowe z jakimi nawet dzisiaj borykają się artyści we Francji. Choć nie jest to film o rasizmie.

Ciekawostką jest fakt, że James Thierre to zarazem artysta cyrkowy jak i wnuk Charliego Chaplina, syn jego córki, która wraz z mężem stworzyła duet klaunów.

Na końcu filmu pokazano zarejestrowaną przez braci Lumiere scenkę odegraną przez prawdziwych Footita i Chocolata. Zobaczcie jak wyglądali naprawdę.

Scenariusz powstał na podstawie książki "Chocolat, clown negre" (2012) historyka Gérarda Noiriela, ale spotkanie czarnoskórego Rafaela Padilli (1865 lub 1868-1917), z brytyjskim klownem George'em Foottitem (1864-1921) były nieco inne niż te przedstawione na ekranie.

Bardzo polecam.

 



sobota, 21 maja 2016

„Wszystko gra” reż. Agnieszka Glińska

 

WSTĘP: Polskie „Mamma Mia” czy zmarnowana szansa na musical?

Film zaczyna się piosenką „Jak dobrze wstać skoro świt”, śpiewa ją Zosia (Eliza Rycembel) uciekając przed policją na rowerze. Malowała nocą na murze, z dwiema koleżankami, syrenkę i niebieską dziewczynkę. Bo studiuje na ASP i buntuje się przeciwko rzeczywistości.

Wraca do domu prawie jednocześnie z matką o imieniu Roma (Kinga Preis), która jest sprzątaczką w muzeum przyrodniczym.

A przed domem babcia (Stanisława Celińska) zamiast „Kiedy ranne wstają zorze” śpiewa „Ty pójdziesz górą a ja doliną” miksując ziołowy koktajl.

Mieszkają w starym klimatycznym domu, który zdaje się być spokojną przystanią. Niestety niejaki Woland (kłania się Goethe i Bułhakow) Lis rości sobie prawa do tego budynku.

Babcia wie w jaki sposób rodzina otrzymała posiadłość a my poznajemy tajemnicę w retrospekcjach.

Ale przecież jest to film muzyczny. I rzeczywiście piosenek tu mnóstwo, tańca też. Ale nie zawsze te elementy łączą się z fabułą, niestety.

Najbardziej podobał mi się tercet liryczny Celińska – Preis - Rycembel wykonujący piosenkę „Jej portret”.

Oraz duet taneczny Preis i Fabijański na Moście Gdańskim – są prawie jak Fred Astaire i Ginger Rogers.

Mamy tu także nawiązanie do klasyki polskiego filmu – piłkarz na aucie po nocnej hulance wraca do domu w ten sam sposób jak Łazuka w „Nie lubię poniedziałku”, a w domu ogląda „Ostatni dzień lata” Tadeusza Konwickiego.

Film stoi (inaczej by się zawalił) trzema aktorkami i ich postaciami: Celińska, Preis i Rycembel.

Nie rozumiem po co do filmu wstawiono animacje no i finał (gra jaką prowadzą Zosia i Woland) jest dość dziwny.

Dla mnie znacznie lepsza jest ostatnia scena, bo z czarnym kotem.

To byłby fajny film o tym co w życiu jest ważniejsze: zabetonowanie wszystkiego pod kolejne wieżowce dla dużego zysku czy miłość, przyjaźń i rodzina.

 Ale się nie udało choć miło oglądało.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek