O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.

o filmie

sobota, 30 czerwca 2018

 

„Kochając Pabla, nienawidząc Escobara” reż. Fernando Leon de Aranoa

WSTĘP: Nieważne jak zarabia, ważne jak wydaje

O filmie:

Kolumbijska prezenterka telewizyjna Virginia Valejo napisała wspomnienia w których opowiada o swoim związku z narkotykowym baronem Pablo Escobarem.

Sfilmowano je obsadzając w głównych rolach parę aktorskich gwiazd związanych ze sobą także poza ekranem.

Tytuł sugeruje opowieść miłosną a jest to historia kilku lat życia Escobara, który w młodości  kradł samochody a od lat siedemdziesiątych do końca życia w 1993 roku kontrolował przemyt narkotyków na teren Ameryki Północnej i Południowej.

Niewiele do zagrania ma Penelope Cruz jako Virginia. Jest pokazana jako uwiedziona władzą i pieniędzmi celebrytka uważająca, że nieważne jak kochanek zarabia, ważne jak wydaje. Zakochana jest głucha i ślepa na to co i jak robi kochanek oraz na fakt, że ma żonę i dzieci. A przecież  ona też  jest w tym chorym związku manipulowana i wykorzystywana.

Cały ekran i akcję wypełnia świetny Javier Bardem ucharakteryzowany na brzuchatego, niechlujnego i prostackiego macho.

Mamy tu też trochę typowych zachowań gangsterów znanych z innych produkcji – rozchełstani obradują nad basenem i zabawiają się z prostytutkami.

Prawdziwa jest bezwzględność Pabla  stosującego zasadę srebro lub ołów, czyli przekupstwo lub śmierć. Dzięki czemu nie tylko zostaje jednym najbogatszych ludzi na świecie ale i politykiem.

Bo każdy ma swoją cenę.

To opowieść o ludziach z patologicznymi  charakterami,  zachłanności, manipulacji, pogardzie dla wszystkich i wszystkiego oprócz pieniędzy. Jest w filmie parę okrutnych scen, bo to prymitywni mordercy przecież są, którzy  nie są w stanie odróżnić dobra od zła. Bo dobre jest tylko to co oni uważają za słuszne i korzystne. To wada wszystkich typów trzymających władzę.

 Jedyną słabością tego potwora jest rodzina – ilustruje ją scena w której Escobar tłumaczy synowi, że nie wolno mu zażywać narkotyków.  Swoją drogą ciekawa jestem co się stało z jego dziećmi.

W filmie nie pokazano skutków tego biznesu czyli narkomanów.  Szkoda, bo jakiś młody głupi widz może pomyśleć, że dilerka to świetny pomysł na szybkie zarobienie dużych pieniędzy i życie w luksusie. 

Takie indywidua kończą albo w więzieniu za podatki jak Al Capone albo na śmietnisku swojego życia.

I bardzo słusznie.

sobota, 16 czerwca 2018

 

„Zimna wojna” reż. Paweł Pawlikowski

WSTĘP

Dwa serduszka cztery oczy łojojoj

Co płakały we dnie w nocy łojojoj
Czarne oczka co płaczecie, że się spotkać nie możecie
Że się spotkać nie możecie, ojojoj

O filmie:  

Zimna wojna  to umowna nazwa trwającego w latach 1947-1991 stanu napięcia oraz rywalizacji ideologicznej, politycznej i militarnej pomiędzy ZSRR i jego państwami satelickimi  a państwami niekomunistycznymi skupionymi od 1949 w NATO i paralelnych blokach obronnych (SEATOCENTO) – pod politycznym przywództwem Stanów Zjednoczonych.

Taką definicję podaje podaje  wikipedia.

A to jak wpływała ona na ludzkie losy próbuje pokazać reżyser w filmie „Zimna wojna”. Robi to za pomocą losów Zuli (Joanna Kulig) i Wiktora (Tomasz Kot).

Ona to wiejska dziewczyna wyłowiona przez łowców talentów (Kulesza i Kot), którzy jeżdżą po kraju nagrywając ludowe piosenki i wybierając uzdolnioną młodzież, aby stworzyć zespół pieśni i tańca „Mazurek”. Towarzyszy im ubek Kaczmarek (Borys Szyc), bo tacy jak on pilnowali wtedy wszystkiego i wszystkich. Prawomyślność i ukochanie panującego ustroju obowiązywało bezwarunkowo.

Zula jest po przejściach i z przeszłością, o Wiktorze wiemy tylko, że jest kompozytorem. Ich związek pełen jest pasji zarówno tej dobrej jak i złej. Żyć bez siebie nie mogą ale ze sobą także nie. Miotają się tak przez cały film. Polityczne układy utrudniają im życie ale, według mnie, głównie ich własne charaktery i brak konsekwencji determinują los tych dwojga młodych. Miłość może i wszystko wybaczy ale nie zawsze potrafi dokonywać mądrych wyborów.

Akcja  tego czarno - białego filmu toczy się nie tylko w Polsce ale i w Berlinie, Jugosławii  oraz Paryżu. Bohaterowie nie uciekną jednak od siebie samych i siebie nawzajem. Wszędzie im będzie źle i jakiej by decyzji nie podjęli nic nie zmienia się na lepsze.

To gorąca wojna między dwojgiem ludzi, którzy nie radzą sobie z ograniczeniami wewnętrznymi i zewnętrznymi. To miłość tragiczna i  właściwie niezależna od tego co się dzieje wokół z góry skazana na przegraną.

Przez film przewija się wykonana przez Joannę Kulig ludowa piosenka „Dwa serduszka” w wersji polskiej i francuskiej. W części paryskiej słyszmy  muzykę francuskich klubów. Romantyczną aurę podbija także piosenka „Serce” z radzieckiego filmu ‘Świat się śmieje”.

Według mnie największą zaletą tego filmu są aktorzy grający główne role. Miłosna szarpanina jakoś do mnie nie przemawia.

Bohaterowie noszą imiona rodziców reżysera i im on go zadedykował.

Reżyser sprytnie nawiązuje w filmie do problemu związanego z akcją „metoo” oraz do losu uchodźców co zapewne spodobało się w Cannes gdzie film otrzymał nagrodę „Złotą palmę” za reżyserię.

Gdybym jednak miała wybierać między tym filmem a „Rewersem” Lankosza wybrałabym „Rewers”.

 

 

sobota, 31 marca 2018
"Prasa powinna służyć rządzonym, a nie rządzącym"
sobota, 23 września 2017

 „Nie ma tego złego” reż. Valerie Lemercier

WSTĘP:  Po rozwodzie trzeba zbudować wszystko od nowa. I to nowe może być dużo lepsze od tego, co się skończyło.

 

O filmie:

Można by powiedzieć: nareszcie komedia romantyczna nie o dwudziesto-trzydziestolatkach.

Nareszcie coś dla osób w dojrzałym wieku.

Ona to Marie - Francine (Valerie Lemercier) ma 49 lat i jest wysoką, chudą, niedbale ubraną i uczesaną genetyczką. Traci pracę z powodu azbestu.

Ma dwie prawie dorosłe córki i męża. Który zakochał się w masażystce w wieku jego córki.

Zaskoczona kobieta wyprowadza się (dlaczego? Przecież mają duże mieszkanie) najpierw do pokoiku na poddaszu z kucanym kibelkiem. A potem do rodziców.

To nietypowa para, chodzą na msze ale mamusia od 20 lat sypia z rzeźnikiem a tatuś poklepuje ekspedientki i udając Balzaca pisze historyczne dzieło.

Próbują wydać córkę kolejno za alkoholika, faceta w depresji i geja. Córki pomagają pisać CV i robią do niego zdjęcie profilowe (to nie znaczy, że ma  być z  profilu mamo – uświadamiają, ha,ha,ha).

W końcu Marie ląduje w sklepiku z e-papierosami gdzie wpada w nałóg nikotynowy, ha,ha,ha. Klienci mówią o niej: ta wysoka kobieta w depresji.

On – to splajtowany restaurator Miguel (Patrick Timsit). Albowiem wątek gotowania jest teraz bardzo modny. Może wraz z filmem powinni dystrybutorzy serwować jakieś pyszne dania? Łatwiej wtedy widzowie znieśliby mało śmieszne pomysły twórców.

Nie mogło zabraknąć też osoby kochającej inaczej.

To trochę komedia omyłek (głównie scenarzystów i reżyserki), trochę paszkwil na mieszczan, odrobinę trendy (kucharz), szczyptę gender i jest nawet facet w babskich cuchach – ha,ha,ha.

W filmie najbardziej podobała mi się muzyka i ostatnia scena.

Raczej nie polecam.

Tagi: Francja
17:47, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (6) »
sobota, 09 września 2017

 Reż. Martin Provost

Twórcy często sięgają do klasyki, tutaj reżyser nawiązał do  „Rozważnej i romantycznej” Jane Austen choć nie skopiował postaci byłby to przecież plagiat.

W  filmie też mamy kobiety o przeciwstawnych  charakterach. Są też z innego pokolenia.

Beatrice (Catherine Deneuve) całe życie robi co chce – pije, pali, jada niezdrowo, hazarduje się i zmienia mężczyzn jak rękawiczki.

Zawsze miała końskie zdrowie, które właśnie ją zawiodło. Przy okazji dociera do niej, że jest zupełnie sama i bez pieniędzy. Podane przez twórców powody dla których jest właśnie taka kompletnie mnie nie przekonały.

To postać jednowymiarowa i szalenie irytująca bezwzględnym egoizmem. A jej ostatnia decyzja tego nie zmienia.

Jak trwoga to do wroga, którego sam sobie stworzyła.  Dzwoni do Claire (Catherine Frot) córki byłego porzuconego kochanka, która słusznie nie ma dobrych wspomnień związanych z Beatrice.

Claire ma 49 lat, jest samotną matką dorosłego syna, pracuje jako położna w upadającym szpitalu. W wolnym czasie uprawia działkę. Nie pije, nie pali i jest wegetarianką.

Aby widza przekonać do bohaterki reżyser pokazuje trzy porody naturalne i jeden za pomocą cesarskiego cięcia. W filmach nie wolno męczyć zwierząt – czy noworodków to nie dotyczy?

Jak Beatrice jest rozpasana tak Claire wycofana ale w pracy bardzo zaangażowana i empatyczna.

Mimo wielkiego żalu jaki ma do Beatrice Claire opiekuje się nią i próbuje choć trochę ukrócić niszczące nawyki seniorki. Oczywiście bez skutku.

Na pytanie dlaczego nie wzięła lekarstw Beatrice odpowiada: bo mi nie smakują. Albowiem tylko przyjemność się dla niej liczy.

Pierwsza część filmu angażuje widza, druga rozczarowuje. Ratują go tylko dwie aktorki grające główne role.

O czym jest ten film? Według mnie o stereotypach.

 O egoizmie niegdyś pięknych kobiet skupionych tylko na sobie i swojej korzyści, wygodzie i przyjemności. Twórcy takim paniom grożą palcem – źle skończycie jeśli się nie poprawicie.

O tym, że wygrywają niezbyt efektowne ale pracowite i odpowiedzialne bo to one znajdują w końcu miłość i opiekę mężczyzny.

O kojącym wszelkie smutki i stresy działaniu z natury.  Ale przecież jest piosenka o ogródkach działkowych co to poza trupem nic na działkach się nie dzieje.

Także o bezwzględności kapitalizmu i technologii nawet w takiej dziedzinie jak służba zdrowia.

Nie polecam.

 

 

 

20:28, alodia1949 , o filmie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 sierpnia 2017

 

„Agentka specjalnej troski” rez. Dany Boon

 

WSTĘP:  Policja – umundurowana i uzbrojona formacja przeznaczona do ochrony bezpieczeństwa ludzi i mienia oraz do utrzymywania bezpieczeństwa i porządku publicznego.

O filmie:

Dany Boon nakręcił już jedną kasową komedię „Jeszcze dalej niż północ”. Nowy jego film ma szansę powtórzyć ten sukces.

Oba obrazy dotyczą stereotypów. Poprzedni dotyczył mieszkańców północnej Francji  obecny zaś kobiet w policji.

Joanna Pasquali  (Alice Pol) jest specyficzną policjantką, bo pełną zaangażowania, które jest odwrotnie proporcjonalne do skutków. Jej marzeniem jest wstąpienie do jednostki specjalnej RAID ale każdy kwalifikacyjny sprawdzian oblewa.

 Jej tatuś jest ministrem spraw wewnętrznych i wymusza na podwładnym przyjęcie córeczki do policyjnych wybrańców.

Joanna mieszka z partnerem – synem potentata na rynku opon o nazwisku Dubarry. Madame D. nie lubi przyszłej synowej, może dlatego, że Jo jest wyższa i silniejsza od synka okularnika.

Ojciec bohaterki i przyszły zięć mają nadzieję, że trudy służby spowodują rezygnację i ustatkowanie się Joanny. Ale dziewczynie bardzo się w RAIDzie podoba. 

Bezpośrednim przełożonym Jo jest Gene (Dany Boon) sfrustrowany rozwodnik, który uważa, że baby nie mogą być w ich jednostce, bo w razie niebezpieczeństwa piszczą, wrzeszczą i ciągle sikają.

Bohaterka mimo ciągłych wpadek – a to zrani prezydenta w głowę, a to pomoże uciec rabusiom, a to radośnie zdradzi tajemnicę służbową pierwszemu lepszemu bubkowi, nie poddaje się.

To film pełen gagów jak w komedii slapstickowej, która charakteryzuje się dużą ilością ruchu, postacie są mocno przerysowane i przeżywają groteskowo niebezpieczne przygody. Momentami nawet jest ich za dużo.

Ma też pełne humoru dialogi i postaci – nie sposób się w trakcie seansu nudzić.

Aktorsko film jest wyrównany, szczególnie jeśli chodzi o główne role.

Chyba niepotrzebnie dodano wątek romansowy ale to możemy darować twórcom filmu.

Bo przy okazji jest on o dążeniu do celu, niepoddawaniu się przeciwnościom i spełnianiu własnego marzenia. Polecam.

Tagi: Policja
15:39, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 sierpnia 2017

 

  „Kedi – sekretne życie kotów”

Reż. Ceyda Torun

 

WSTĘP: Koty jak piosenka – są dobre na wszystko

O filmie:

Jest to film nie tylko o sekretnym życiu kotów.

To obraz o mieście, budynkach, zaułkach, targowisku, o ludziach i oczywiście przede wszystkim o kotach. Nakręciła go kobieta. Według mnie to ważne, bo do tematu podeszła z miłością.

Kamera śledzi wędrówki, miejsca odpoczynku, sposoby zdobywania pożywienia i gniazda rodzinne różnych kotów:   Spryciary, Przylepy, Sułtana, Flirciarza, Bestii, Szajby i Cwaniaka. Reżyserka potrafi śledzić jednego kota przez dłuższy czas i to są najlepsze fragmenty tego filmu.

 Pokazuje różne sytuacje: walkę o swój teren, wskakiwanie na drzewo przez gzyms i na balkon mieszkanki kamienicy, karmienie kocich dzieci, wygrzewanie się na fotelach, występach i dachach budynków.

Nie pokazano ani jednej sytuacji, która byłaby zagrożeniem dla zdrowia i życia kota ze strony ludzi. Nawet odrobiny niechęci.

Wypowiadają się o nich różne osoby – ekspedientka, właściciel baru, karmiciele, rybak, plastyczka, straganiarze. Niektórzy uważają, że przez koty mają kontakt z Bogiem.

Koty w Stambule to nie tylko te wolno żyjące ale o nich jest opowieść.

 Jednak i one potrzebują ludzi – karmienia, pomocy weterynaryjnej czy głaskania. To wspaniała symbioza. Koty nie są wredne i egoistyczne – odwdzięczają się  – a to tępieniem szczurów, a to wskazaniem leżącego portfela z sumą ratująca trudną sytuację życiową. A nawet stają się lekiem na cale zło, czyli depresję.

Najchętniej buszują na targowisku, bo tam jest pod dostatkiem ryb i innego jedzenia. Co się stanie gdy władze miasta zlikwidują to miejsce? Gdzie się biedaki podzieją?

Może jednak powinno się pomyśleć o częściowej chociaż sterylizacji.

Potrafią sobie jednak radzić na przykład domagając się poczęstunku od gości w restauracji siedzących na zewnątrz lokalu lub drapiąc w szybę baru. Czy nikt im nie odmawia? Na filmie jest ogólna aprobata dla tych pełnoprawnych mieszkańców miasta.

Ale zdarza się, że ktoś wyrzuci kota z domu i ten szuka nowego. A nawet podrzuci rybakowi kocięta. Więc idealnie nie jest – ale nobody`s perfect. Nawet Turcy w Stambule.

Polecam.

 

Tagi: stambuł
14:22, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (4) »
sobota, 15 lipca 2017

 

„Volta” reż. Juliusz Machulski

 

WSTĘP: Zemsta jest najlepszą potrawą upieczoną w piekle

Film rozpoczyna się sceną widzenia w więzieniu. Kobieta (Katarzyna Herman) tłumaczy niewidocznej osobie,

że nie należy się mścić, bo to źle wpływa na naszą psychikę. I, że w takim wypadku najlepsza jest ignorancja.

Widz myśli sobie: chyba ignorowanie. Otóż nie – a dlaczego dowiadujemy się dopiero na końcu.

Akcja toczy się w Lublinie, które to miasto obchodzi 700-lecie istnienia.

Woody Allen mógł zrobić filmy o Paryżu i Rzymie, to dlaczego Machulski nie miałby umieścić swoich bohaterów w Lublinie.

Głównym bohaterem (absolutnie nie pozytywnym) jest spin doctor Bruno Volta (świetny Andrzej Zieliński).

Szalenie z siebie zadowolony i gardzący wszystkimi. Na przykład o ludziach mówi  swołeczeństwo.

Jest doradcą i kreatorem wizerunku kandydata na prezydenta Kazimierza Dolnego (Jacek Braciak) marzącego o przywróceniu monarchii w Polsce z nim jako królem.

Volta ma dużo młodszą kochankę Agnieszkę (Aleksandra Domańska) wykonująca modny dzięki programom telewizyjnym zawód kucharki (kreatorki potraw?) i marzącej o własnej restauracji.

Jej kierowcą i ochroniarzem jest totumfacki Volty o nazwisku Dycha (Michał Żurawski).

Cała akcja kręci się wokół korony Kazimierza Wielkiego, którą zamurowaną w ścianie starej kamienicy znalazła Wiki (Olga Bołądź).

Przy okazji poznajemy dzieje regaliów polskich dzięki opowieści profesor Dąbrowskiej (znakomita Joanna Szczepkowska) oraz retrospekcjom – przenosimy się w wiek XI, XVI i XIX. Widocznie upodobanie do munduru nie przeszło reżyserowi po nakręceniu „Szwadronu”.

Mamy więc tu oprócz intrygi kryminalnej także kpinę z polityków i ich doradców. A przede wszystkim pochwałę kobiecej solidarności. I radę dla widzów , aby nie wierzyli wujkowi Google.

Na koniec Volta dostaje mms-a: trzeba się było uczyć, ćwoku.

I niech to zostanie jako przesłanie tego filmu.

Polecam.

sobota, 08 lipca 2017

 

„W starym dobrym stylu” reż Zach Braff

WSTĘP: Chęć zysku (właścicieli fabryki) daje emerytom po pysku.

O filmie:

Trzej przyjaciele z fabryki skromnie żyją z emerytury wypłacanej przez byłego pracodawcę.

Joe (Michael Caine – 84 lata) mieszka, w niespłaconym domu, z córką i wnuczką.

Willie (Morgan Freeman – 80 lat) córkę i wnuczkę widuje tylko za pomocą skype`a, osobiście tylko raz w roku.

W dodatku ma chore nerki i często poddaje się dializie.

Ze względów oszczędnościowych mieszka z Albertem (Alan Arkin – 83 lata).

Panowie bardzo się lubią ale też i czubią, bo bez dobrotliwego dogryzania sobie ich przyjaźń byłaby nudna.

Pewnego dnia okazuje się, że fundusz emerytalny diabli wzięli i seniorzy nie będą mieli ani gdzie, ani z czego żyć.

Z początku załamani postanawiają wziąć sprawę w swoje ręce. Pomysł rzuca Joe, który był w banku w trakcie skutecznego napadu.

Przyjaciele nie mają bandyckiego doświadczenia, więc za częściowy udział w zyskach zatrudniają przestępcę. Opracowuje on doskonały plan i na końcu dowiadujemy się dlaczego był taki świetny.

Główną zaletą filmu są trzej główni aktorzy. Już nie tak przystojni i sprawni jak kiedyś ale „choć szron na głowie, już nie to zdrowie lecz w sercu ciągle maj”. Bo oprócz historii kryminalnej mamy też ognisty romans.

Policjant jest inteligentny i sprawny zawodowo inaczej, więc wszystko kończy się dobrze.

Oprócz pozytywnego wydźwięku filmu, że najważniejsza w życiu jest przyjaźń mamy też smutne stwierdzenie, że Ameryka to nie jest kraj dla starych ludzi.

To świetny film na letnią porę  - polecam.

sobota, 18 marca 2017

 

„Pokot” reż. Agnieszka Holland (na podstawie powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”)

Agnieszka Holland nazwała ten film "feministyczno-anarchistycznym eko-thrillerem z elementami czarnej komedii".

Akcja filmu jest oparta na silnych kontrastach. Spokojnej pięknej przyrodzie w różnych porach roku przeciwstawiono okrutnych, bezwzględnych, egoistycznych ludzi – głównie mężczyzn.

To członkowie koła myśliwskiego, a między nimi: ksiądz (Marcin Bosak), Prezes (Andrzej Grabowski), chamski i okrutny właściciel fermy lisów (Borys Szyc), komendant policji.

Główną bohaterką jest Janina Duszejko (Agnieszka Mandat), wegetarianka, astrolożka, która ma za sobą karierę budowniczego mostów na Bliskim Wschodzie. Teraz żyje w Sudetach z dwoma sukami i uczy języka angielskiego w szkole. To archetyp mścicielki.

Duszejko szuka sojuszników w walce z okrucieństwem wobec braci mniejszych ale nawet u księdza nie znajduje zrozumienia. Argumentuje on, że zwierzęta nie mają duszy a człowiek ma sobie ziemię czynić poddaną.

Policjant  zaś jest finansowo uzależniony od biznesmena.

Mieszkańcy  uważają kobietę za wariatkę. Nikogo nie obchodzi los nie tylko zwierząt ale wszystkich słabszych istot.

Takimi są w filmie dziewczyna nazwana Dobra Nowina (Patricia Volny – córka Jacka Kaczmarskiego) i Dyzio świetny informatyk (Jakub Gierszał).

Przyroda się mści i okrutnicy zaczynają ginąć. Duszejko twierdzi, że to zwierzęta zabijają. Ale czy to prawda?

Myślistwo to symbol bezkarnej przemocy usankcjonowanej prawem i tradycją, w dodatku ilość ofiar jest powodem do dumy i robienia sobie zdjęć pamiątkowych nad zwłokami zwierząt.

Przewijająca się przez film pieśń „Pojedziemy na łów” (z XVII wieku) radośnie zachęca do zabijania:

Pojedziemy na łów, na łów, 
towarzyszu mój.

Na łów, na łów, na łowy 
Do zielonej dąbrowy, 
towarzyszu mój!

Aż tam biegnie zając, zając, 
towarzyszu mój.

Puszczaj charty ze smyczą, 
Niech zająca uchwycą, 
towarzyszu mój! 

W dalszych zwrotkach jest sarna i soból, a nawet panna.

To nie jest obraz idealny, bo reżyserka tak poprowadziła główną postać, że w swojej pasji i bezkompromisowości jest momentami denerwująca a nie przekonująca.

Klarowność narracji zaburza też wielość wątków i retrospekcje. A nadwrażliwych widzów może odstręczyć kilka okrutnych scen.

Z ciekawostek - na planie filmowym próbowano przekonać psy do lizania twarzy Duszejko za pomocą smarowania twarzy aktorki pasztetową i smalcem.

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek