O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.

o filmie

sobota, 23 września 2017

 „Nie ma tego złego” reż. Valerie Lemercier

WSTĘP:  Po rozwodzie trzeba zbudować wszystko od nowa. I to nowe może być dużo lepsze od tego, co się skończyło.

 

O filmie:

Można by powiedzieć: nareszcie komedia romantyczna nie o dwudziesto-trzydziestolatkach.

Nareszcie coś dla osób w dojrzałym wieku.

Ona to Marie - Francine (Valerie Lemercier) ma 49 lat i jest wysoką, chudą, niedbale ubraną i uczesaną genetyczką. Traci pracę z powodu azbestu.

Ma dwie prawie dorosłe córki i męża. Który zakochał się w masażystce w wieku jego córki.

Zaskoczona kobieta wyprowadza się (dlaczego? Przecież mają duże mieszkanie) najpierw do pokoiku na poddaszu z kucanym kibelkiem. A potem do rodziców.

To nietypowa para, chodzą na msze ale mamusia od 20 lat sypia z rzeźnikiem a tatuś poklepuje ekspedientki i udając Balzaca pisze historyczne dzieło.

Próbują wydać córkę kolejno za alkoholika, faceta w depresji i geja. Córki pomagają pisać CV i robią do niego zdjęcie profilowe (to nie znaczy, że ma  być z  profilu mamo – uświadamiają, ha,ha,ha).

W końcu Marie ląduje w sklepiku z e-papierosami gdzie wpada w nałóg nikotynowy, ha,ha,ha. Klienci mówią o niej: ta wysoka kobieta w depresji.

On – to splajtowany restaurator Miguel (Patrick Timsit). Albowiem wątek gotowania jest teraz bardzo modny. Może wraz z filmem powinni dystrybutorzy serwować jakieś pyszne dania? Łatwiej wtedy widzowie znieśliby mało śmieszne pomysły twórców.

Nie mogło zabraknąć też osoby kochającej inaczej.

To trochę komedia omyłek (głównie scenarzystów i reżyserki), trochę paszkwil na mieszczan, odrobinę trendy (kucharz), szczyptę gender i jest nawet facet w babskich cuchach – ha,ha,ha.

W filmie najbardziej podobała mi się muzyka i ostatnia scena.

Raczej nie polecam.

Tagi: Francja
17:47, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (6) »
sobota, 09 września 2017

 Reż. Martin Provost

Twórcy często sięgają do klasyki, tutaj reżyser nawiązał do  „Rozważnej i romantycznej” Jane Austen choć nie skopiował postaci byłby to przecież plagiat.

W  filmie też mamy kobiety o przeciwstawnych  charakterach. Są też z innego pokolenia.

Beatrice (Catherine Deneuve) całe życie robi co chce – pije, pali, jada niezdrowo, hazarduje się i zmienia mężczyzn jak rękawiczki.

Zawsze miała końskie zdrowie, które właśnie ją zawiodło. Przy okazji dociera do niej, że jest zupełnie sama i bez pieniędzy. Podane przez twórców powody dla których jest właśnie taka kompletnie mnie nie przekonały.

To postać jednowymiarowa i szalenie irytująca bezwzględnym egoizmem. A jej ostatnia decyzja tego nie zmienia.

Jak trwoga to do wroga, którego sam sobie stworzyła.  Dzwoni do Claire (Catherine Frot) córki byłego porzuconego kochanka, która słusznie nie ma dobrych wspomnień związanych z Beatrice.

Claire ma 49 lat, jest samotną matką dorosłego syna, pracuje jako położna w upadającym szpitalu. W wolnym czasie uprawia działkę. Nie pije, nie pali i jest wegetarianką.

Aby widza przekonać do bohaterki reżyser pokazuje trzy porody naturalne i jeden za pomocą cesarskiego cięcia. W filmach nie wolno męczyć zwierząt – czy noworodków to nie dotyczy?

Jak Beatrice jest rozpasana tak Claire wycofana ale w pracy bardzo zaangażowana i empatyczna.

Mimo wielkiego żalu jaki ma do Beatrice Claire opiekuje się nią i próbuje choć trochę ukrócić niszczące nawyki seniorki. Oczywiście bez skutku.

Na pytanie dlaczego nie wzięła lekarstw Beatrice odpowiada: bo mi nie smakują. Albowiem tylko przyjemność się dla niej liczy.

Pierwsza część filmu angażuje widza, druga rozczarowuje. Ratują go tylko dwie aktorki grające główne role.

O czym jest ten film? Według mnie o stereotypach.

 O egoizmie niegdyś pięknych kobiet skupionych tylko na sobie i swojej korzyści, wygodzie i przyjemności. Twórcy takim paniom grożą palcem – źle skończycie jeśli się nie poprawicie.

O tym, że wygrywają niezbyt efektowne ale pracowite i odpowiedzialne bo to one znajdują w końcu miłość i opiekę mężczyzny.

O kojącym wszelkie smutki i stresy działaniu z natury.  Ale przecież jest piosenka o ogródkach działkowych co to poza trupem nic na działkach się nie dzieje.

Także o bezwzględności kapitalizmu i technologii nawet w takiej dziedzinie jak służba zdrowia.

Nie polecam.

 

 

 

20:28, alodia1949 , o filmie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 sierpnia 2017

 

„Agentka specjalnej troski” rez. Dany Boon

 

WSTĘP:  Policja – umundurowana i uzbrojona formacja przeznaczona do ochrony bezpieczeństwa ludzi i mienia oraz do utrzymywania bezpieczeństwa i porządku publicznego.

O filmie:

Dany Boon nakręcił już jedną kasową komedię „Jeszcze dalej niż północ”. Nowy jego film ma szansę powtórzyć ten sukces.

Oba obrazy dotyczą stereotypów. Poprzedni dotyczył mieszkańców północnej Francji  obecny zaś kobiet w policji.

Joanna Pasquali  (Alice Pol) jest specyficzną policjantką, bo pełną zaangażowania, które jest odwrotnie proporcjonalne do skutków. Jej marzeniem jest wstąpienie do jednostki specjalnej RAID ale każdy kwalifikacyjny sprawdzian oblewa.

 Jej tatuś jest ministrem spraw wewnętrznych i wymusza na podwładnym przyjęcie córeczki do policyjnych wybrańców.

Joanna mieszka z partnerem – synem potentata na rynku opon o nazwisku Dubarry. Madame D. nie lubi przyszłej synowej, może dlatego, że Jo jest wyższa i silniejsza od synka okularnika.

Ojciec bohaterki i przyszły zięć mają nadzieję, że trudy służby spowodują rezygnację i ustatkowanie się Joanny. Ale dziewczynie bardzo się w RAIDzie podoba. 

Bezpośrednim przełożonym Jo jest Gene (Dany Boon) sfrustrowany rozwodnik, który uważa, że baby nie mogą być w ich jednostce, bo w razie niebezpieczeństwa piszczą, wrzeszczą i ciągle sikają.

Bohaterka mimo ciągłych wpadek – a to zrani prezydenta w głowę, a to pomoże uciec rabusiom, a to radośnie zdradzi tajemnicę służbową pierwszemu lepszemu bubkowi, nie poddaje się.

To film pełen gagów jak w komedii slapstickowej, która charakteryzuje się dużą ilością ruchu, postacie są mocno przerysowane i przeżywają groteskowo niebezpieczne przygody. Momentami nawet jest ich za dużo.

Ma też pełne humoru dialogi i postaci – nie sposób się w trakcie seansu nudzić.

Aktorsko film jest wyrównany, szczególnie jeśli chodzi o główne role.

Chyba niepotrzebnie dodano wątek romansowy ale to możemy darować twórcom filmu.

Bo przy okazji jest on o dążeniu do celu, niepoddawaniu się przeciwnościom i spełnianiu własnego marzenia. Polecam.

Tagi: Policja
15:39, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 sierpnia 2017

 

  „Kedi – sekretne życie kotów”

Reż. Ceyda Torun

 

WSTĘP: Koty jak piosenka – są dobre na wszystko

O filmie:

Jest to film nie tylko o sekretnym życiu kotów.

To obraz o mieście, budynkach, zaułkach, targowisku, o ludziach i oczywiście przede wszystkim o kotach. Nakręciła go kobieta. Według mnie to ważne, bo do tematu podeszła z miłością.

Kamera śledzi wędrówki, miejsca odpoczynku, sposoby zdobywania pożywienia i gniazda rodzinne różnych kotów:   Spryciary, Przylepy, Sułtana, Flirciarza, Bestii, Szajby i Cwaniaka. Reżyserka potrafi śledzić jednego kota przez dłuższy czas i to są najlepsze fragmenty tego filmu.

 Pokazuje różne sytuacje: walkę o swój teren, wskakiwanie na drzewo przez gzyms i na balkon mieszkanki kamienicy, karmienie kocich dzieci, wygrzewanie się na fotelach, występach i dachach budynków.

Nie pokazano ani jednej sytuacji, która byłaby zagrożeniem dla zdrowia i życia kota ze strony ludzi. Nawet odrobiny niechęci.

Wypowiadają się o nich różne osoby – ekspedientka, właściciel baru, karmiciele, rybak, plastyczka, straganiarze. Niektórzy uważają, że przez koty mają kontakt z Bogiem.

Koty w Stambule to nie tylko te wolno żyjące ale o nich jest opowieść.

 Jednak i one potrzebują ludzi – karmienia, pomocy weterynaryjnej czy głaskania. To wspaniała symbioza. Koty nie są wredne i egoistyczne – odwdzięczają się  – a to tępieniem szczurów, a to wskazaniem leżącego portfela z sumą ratująca trudną sytuację życiową. A nawet stają się lekiem na cale zło, czyli depresję.

Najchętniej buszują na targowisku, bo tam jest pod dostatkiem ryb i innego jedzenia. Co się stanie gdy władze miasta zlikwidują to miejsce? Gdzie się biedaki podzieją?

Może jednak powinno się pomyśleć o częściowej chociaż sterylizacji.

Potrafią sobie jednak radzić na przykład domagając się poczęstunku od gości w restauracji siedzących na zewnątrz lokalu lub drapiąc w szybę baru. Czy nikt im nie odmawia? Na filmie jest ogólna aprobata dla tych pełnoprawnych mieszkańców miasta.

Ale zdarza się, że ktoś wyrzuci kota z domu i ten szuka nowego. A nawet podrzuci rybakowi kocięta. Więc idealnie nie jest – ale nobody`s perfect. Nawet Turcy w Stambule.

Polecam.

 

Tagi: koty stambuł
14:22, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (4) »
sobota, 15 lipca 2017

 

„Volta” reż. Juliusz Machulski

 

WSTĘP: Zemsta jest najlepszą potrawą upieczoną w piekle

Film rozpoczyna się sceną widzenia w więzieniu. Kobieta (Katarzyna Herman) tłumaczy niewidocznej osobie,

że nie należy się mścić, bo to źle wpływa na naszą psychikę. I, że w takim wypadku najlepsza jest ignorancja.

Widz myśli sobie: chyba ignorowanie. Otóż nie – a dlaczego dowiadujemy się dopiero na końcu.

Akcja toczy się w Lublinie, które to miasto obchodzi 700-lecie istnienia.

Woody Allen mógł zrobić filmy o Paryżu i Rzymie, to dlaczego Machulski nie miałby umieścić swoich bohaterów w Lublinie.

Głównym bohaterem (absolutnie nie pozytywnym) jest spin doctor Bruno Volta (świetny Andrzej Zieliński).

Szalenie z siebie zadowolony i gardzący wszystkimi. Na przykład o ludziach mówi  swołeczeństwo.

Jest doradcą i kreatorem wizerunku kandydata na prezydenta Kazimierza Dolnego (Jacek Braciak) marzącego o przywróceniu monarchii w Polsce z nim jako królem.

Volta ma dużo młodszą kochankę Agnieszkę (Aleksandra Domańska) wykonująca modny dzięki programom telewizyjnym zawód kucharki (kreatorki potraw?) i marzącej o własnej restauracji.

Jej kierowcą i ochroniarzem jest totumfacki Volty o nazwisku Dycha (Michał Żurawski).

Cała akcja kręci się wokół korony Kazimierza Wielkiego, którą zamurowaną w ścianie starej kamienicy znalazła Wiki (Olga Bołądź).

Przy okazji poznajemy dzieje regaliów polskich dzięki opowieści profesor Dąbrowskiej (znakomita Joanna Szczepkowska) oraz retrospekcjom – przenosimy się w wiek XI, XVI i XIX. Widocznie upodobanie do munduru nie przeszło reżyserowi po nakręceniu „Szwadronu”.

Mamy więc tu oprócz intrygi kryminalnej także kpinę z polityków i ich doradców. A przede wszystkim pochwałę kobiecej solidarności. I radę dla widzów , aby nie wierzyli wujkowi Google.

Na koniec Volta dostaje mms-a: trzeba się było uczyć, ćwoku.

I niech to zostanie jako przesłanie tego filmu.

Polecam.

sobota, 08 lipca 2017

 

„W starym dobrym stylu” reż Zach Braff

WSTĘP: Chęć zysku (właścicieli fabryki) daje emerytom po pysku.

O filmie:

Trzej przyjaciele z fabryki skromnie żyją z emerytury wypłacanej przez byłego pracodawcę.

Joe (Michael Caine – 84 lata) mieszka, w niespłaconym domu, z córką i wnuczką.

Willie (Morgan Freeman – 80 lat) córkę i wnuczkę widuje tylko za pomocą skype`a, osobiście tylko raz w roku.

W dodatku ma chore nerki i często poddaje się dializie.

Ze względów oszczędnościowych mieszka z Albertem (Alan Arkin – 83 lata).

Panowie bardzo się lubią ale też i czubią, bo bez dobrotliwego dogryzania sobie ich przyjaźń byłaby nudna.

Pewnego dnia okazuje się, że fundusz emerytalny diabli wzięli i seniorzy nie będą mieli ani gdzie, ani z czego żyć.

Z początku załamani postanawiają wziąć sprawę w swoje ręce. Pomysł rzuca Joe, który był w banku w trakcie skutecznego napadu.

Przyjaciele nie mają bandyckiego doświadczenia, więc za częściowy udział w zyskach zatrudniają przestępcę. Opracowuje on doskonały plan i na końcu dowiadujemy się dlaczego był taki świetny.

Główną zaletą filmu są trzej główni aktorzy. Już nie tak przystojni i sprawni jak kiedyś ale „choć szron na głowie, już nie to zdrowie lecz w sercu ciągle maj”. Bo oprócz historii kryminalnej mamy też ognisty romans.

Policjant jest inteligentny i sprawny zawodowo inaczej, więc wszystko kończy się dobrze.

Oprócz pozytywnego wydźwięku filmu, że najważniejsza w życiu jest przyjaźń mamy też smutne stwierdzenie, że Ameryka to nie jest kraj dla starych ludzi.

To świetny film na letnią porę  - polecam.

sobota, 18 marca 2017

 

„Pokot” reż. Agnieszka Holland (na podstawie powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”)

Agnieszka Holland nazwała ten film "feministyczno-anarchistycznym eko-thrillerem z elementami czarnej komedii".

Akcja filmu jest oparta na silnych kontrastach. Spokojnej pięknej przyrodzie w różnych porach roku przeciwstawiono okrutnych, bezwzględnych, egoistycznych ludzi – głównie mężczyzn.

To członkowie koła myśliwskiego, a między nimi: ksiądz (Marcin Bosak), Prezes (Andrzej Grabowski), chamski i okrutny właściciel fermy lisów (Borys Szyc), komendant policji.

Główną bohaterką jest Janina Duszejko (Agnieszka Mandat), wegetarianka, astrolożka, która ma za sobą karierę budowniczego mostów na Bliskim Wschodzie. Teraz żyje w Sudetach z dwoma sukami i uczy języka angielskiego w szkole. To archetyp mścicielki.

Duszejko szuka sojuszników w walce z okrucieństwem wobec braci mniejszych ale nawet u księdza nie znajduje zrozumienia. Argumentuje on, że zwierzęta nie mają duszy a człowiek ma sobie ziemię czynić poddaną.

Policjant  zaś jest finansowo uzależniony od biznesmena.

Mieszkańcy  uważają kobietę za wariatkę. Nikogo nie obchodzi los nie tylko zwierząt ale wszystkich słabszych istot.

Takimi są w filmie dziewczyna nazwana Dobra Nowina (Patricia Volny – córka Jacka Kaczmarskiego) i Dyzio świetny informatyk (Jakub Gierszał).

Przyroda się mści i okrutnicy zaczynają ginąć. Duszejko twierdzi, że to zwierzęta zabijają. Ale czy to prawda?

Myślistwo to symbol bezkarnej przemocy usankcjonowanej prawem i tradycją, w dodatku ilość ofiar jest powodem do dumy i robienia sobie zdjęć pamiątkowych nad zwłokami zwierząt.

Przewijająca się przez film pieśń „Pojedziemy na łów” (z XVII wieku) radośnie zachęca do zabijania:

Pojedziemy na łów, na łów, 
towarzyszu mój.

Na łów, na łów, na łowy 
Do zielonej dąbrowy, 
towarzyszu mój!

Aż tam biegnie zając, zając, 
towarzyszu mój.

Puszczaj charty ze smyczą, 
Niech zająca uchwycą, 
towarzyszu mój! 

W dalszych zwrotkach jest sarna i soból, a nawet panna.

To nie jest obraz idealny, bo reżyserka tak poprowadziła główną postać, że w swojej pasji i bezkompromisowości jest momentami denerwująca a nie przekonująca.

Klarowność narracji zaburza też wielość wątków i retrospekcje. A nadwrażliwych widzów może odstręczyć kilka okrutnych scen.

Z ciekawostek - na planie filmowym próbowano przekonać psy do lizania twarzy Duszejko za pomocą smarowania twarzy aktorki pasztetową i smalcem.

 

 

 

sobota, 22 października 2016

„Ostatnia rodzina” reż. Jan P. Matuszyński

WSTĘP:

Zdzisław Beksiński urodził się  24 lutego 1929 w Sanoku, zmarł 21 lutego 2005 w Warszawie – polski inżynier, malarz, rzeźbiarz, fotograf, rysownik i artysta posługujący się też grafiką komputerową.

Tomasz Sylwester Beksiński urodził się 26 listopada 1958 w Sanoku, zmarł 24 grudnia 1999 w Warszawie – polski dziennikarz muzyczny, prezenter radiowy, tłumacz języka angielskiego.

O filmie:

Film zaczyna się i kończy sceną śmierci. Pierwsza powstała w wyobraźni Zdzisława, druga w rzeczywistości. Obie są koszmarne.

To pierwszy demon – demon śmierci, która przewija się przez cały film. A dotyczy nie tylko starszego pokolenia.

Na warszawskim blokowisku w  M-5 mieszka Zdzisław Beksiński (Andrzej Seweryn) z żoną (Aleksandra Konieczna), swoją matką i teściową.

W budynku nieopodal  żyje ich syn Tomasz (Dawid Ogrodnik) ogarnięty demonem depresji, nadwrażliwości i nieumiejętności radzenia sobie z rzeczywistością. Nie radzi sobie także z demonem śmierci. Mimo ogromnych możliwości intelektualnych.

Zdzisław jest ogarnięty demonem malarstwa, pełnego okrucieństwa, grozy, przemocy i śmierci.

A także kupowania coraz nowszego sprzętu audiowizualnego i nagrywania siebie samego i swojej rodziny.

Jego żonę pożera demon codzienności, czyli dbania o seniorki, męża i syna, którzy bez niej nie poradziliby sobie z prozą życia.

Ta proza jest w filmie dokładnie pokazana  za pomocą częstych podróży obskurną windą, rozmów, wspólnych posiłków, chorób i pogrzebów.

Zdzisław przez otoczenie odbierany był jako spokojny, życzliwy i pogodny człowiek. Jakby wszystkie swoje demony umieścił na obrazach i dzięki temu one go nie dręczyły.

Takiego szczęścia nie miał Tomasz, demony prawie nigdy go nie opuszczały.

Demon śmierci pokonał całą rodzinę, a Zdzisława w parze z cudzym demonem zawiści i zachłanności.

Trójka aktorów gra wspaniale, są bardzo wiarygodni i przekonujący.

Bardzo polecam.

 

 

 



15:30, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (2) »
sobota, 03 września 2016

„Jak zostać kotem” reż. Barry Sonnenfeld

WSTĘP: Miłość wymaga poświęceń

O filmie:

Multimilioner Tom Brand (Kevin Spacey) musi stale udowadniać sobie i innym, że jest najlepszy.  Dowodem na to ma być najwyższy budynek na świecie. Każdy ma taką zabawkę na jaką go stać.

Nie ma czasu dla rodziny – pierwszą żonę zdradzał z linią lotniczą, obecną z wieżowcem.

Syna z pierwszego małżeństwa z którym współpracuje ciągle poniża i obraża.

Zbliżają się urodziny córki, która zamiast drogiego przedmiotu zażyczyła sobie kota.

A mister Brand nie znosi tych zwierząt.

Los w postaci nietypowego sprzedawcy w sklepie zoologicznym mści się okrutnie i umieszcza Toma w ciele kota.

Co się biedak namęczy i natrudzi, aby przekonać swoich bliskich, że jest mężem i ojcem. A to wypije karafkę alkoholu, a to nasika do markowej torebki poprzedniej żony. Najdziksze swawole jednak nie przynoszą efektu.

Nieoczekiwana zamiana miejsc ma zmienić charakter nastawionego tylko na siebie sobka.

W filmie mamy też uzależnienie młodego pokolenia od portali społecznościowych.

Także  rywalizację i podstępne knowania w korporacji prowadzące do wysiudania prezesa ze stołka.

I trochę magii, bo koty magicznymi zwierzętami są.

Dodatkową atrakcją jest dubbing – głos kota Puszka jest głosem aktora Tomasza Kota.

Dożywocie w kocie? Dlaczego nie?

To film familijny, więc prosty w fabule i przesłaniu ale miłośnicy kotów na pewno z przyjemnością go obejrzą.



Tagi: kot
13:22, alodia1949 , o filmie
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 lipca 2016

„Subtelność” reż. Christian Vincent

WSTĘP: Sąd nie jest po to, aby ustalać prawdę, tylko po to, aby pokazać jak działa prawo

O filmie:

„Subtelność” na ubiegłorocznym Międzynarodowym Festiwalu Filmów Fabularnych w Wenecji dostał nagrodę za scenariusz i dwie dla pary aktorskiej.

Zgadzam się z werdyktem co do aktorów natomiast do scenariusza mam zastrzeżenia.

Tytuł sugeruje, że będzie to opowieść o uczuciach.

Jednak dziewięćdziesiąt procent akcji to proces sądowy o zabójstwo siedmiomiesięcznego dziecka. Na ławie oskarżonych jest ojciec odmawiający zeznań, chociaż w trakcie przesłuchań na policji już się przyznał. Bardzo subtelny temat. Szczególnie, że drobiazgowo są rozpatrywane okoliczności śmierci dziecka.

Zobaczycie jak inną togę niż u nas nosi sędzia – do tego zresztą nawiązuje tytuł oryginalny filmu.

Także sposób wybierania sędziów przysięgłych, miejsce gdzie siedzą w trakcie procesu – inne niż w amerykańskim systemie.

Poznajemy te osoby w trakcie rozmów w pokoju narad i obiadu spożywanego w restauracji. Nie brak tam muzułmanki, której mąż próbował na policji załatwić zwolnienie żony z tego obowiązku.

Wśród tego grona jest lekarka Ditte (Sidse Babett Knudsen), która okazuje się dawną miłością sędziego Racine (Fabrice Luchini).

Teraz oboje są wolni  choć oczywiście po przejściach i z przeszłością.

Wątek ich ponownego spotkania i poznawania z trudem przebija się przez szczegóły z procesu sądowego, który starano się pokazać subtelnie. Ale czy  to jest możliwe gdy chodzi o sposób w jaki umarło dziecko – bo ojciec je kopnął lub uderzył drzwiami szafki.

Odniosłam wrażenie, że reżyser nie mógł się zdecydować jaki film kręci – o nieodpowiedzialnych młodych rodzicach (przesłuchanie matki dziecka to jedna z lepszych scen tego obrazu), czy o miłości kobiety i mężczyzny w średnim wieku.

Na szczęście Knudsen i Luchini grają świetnie. Mało ekspresyjnie, nie zalewają nas słowotokiem, grają raczej uśmiechem i spojrzeniami co daje wspaniały efekt i jest nader subtelne. Słusznie więc ci aktorzy zostali nagrodzeni.

 

 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek