O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.

o Wrocławiu

sobota, 03 grudnia 2016

Wczoraj po dyżurze w "Bibliotece sąsiedzkiej” pojechałam do Hali Ludowej (a nawet Stulecia).

Odbywają się tam kolejne Targi (niegdyś Promocje i ta nazwa bardziej mi się podobała) Książki. Nie gościłam na nich przez kilka lat i zobaczyłam, że czas się tam zatrzymał.

Targi, czyli handel. Przedstawiciele wydawnictw, a nawet innych firm stoją i czekają na klienta.

Owszem są spotkania z autorami (w różnych miejscach miasta) i warsztaty dla dzieci ale to już było.

Statyczne to jakieś, kompletnie nienowoczesne. Postawiono stoiska, zapełniono książkami, katalogami i zakładkami (nie wszędzie) i na tym koniec.

Oczywiście dokładnie przeczytałam program – ofertę targów.

Czego bym chciała? Ano, aby działano na zmysły człowieka, który tam przyszedł – na słuch, wzrok, smak i serce. Nic z tego.

Wybrzydzam ale nie mam pomysłu? A właśnie, że mam.

Miasto jest Europejską Stolicą Kultury więc dlaczego by nie połączyć, w tym tak dużym przecież miejscu, różnych jej dziedzin? Wszystko związane oczywiście z książką.

Tak więc na przykład: studentka Akademii Teatralnej podobna do Bondy czyta fragment jej książki.

Student ucharakteryzowany na Wajraka siedzi obok planszy wyobrażającej wilka i czyta rozdział „Wilków”.

Dowcipnisiów bardzo proszę o nieumieszczanie komentarzy, że powinien wilczo wyć.

Inny z przypiętą wizytówką głoszącą, że to sam Eberhardt Mock, opowiada jego życiorys, zaprasza chętnych do tego, aby na specjalnym druku zostawili odciski swoich linii papilarnych. I krótko objaśnia jak to z nimi jest w trakcie śledztwa.

Tym bardziej, że jest tam stoisko Wyższej Szkoły Policyjnej w Szczytnie. Można by to było połączyć.

Wyobrażam sobie też, że obok stoiska z wydawnictwami muzycznymi ktoś cicho gra, nawet prosząc o datki o kapelusza.

Wrocławski krasnal Życzliwek mógłby rozdawać papierowe słoneczniki, inne krasnale zakładki lub kalendarzyki z logo wydawnictw.

Obecność świętego Mikołaja z prezentami też nie zaszkodziłaby.

A  wyobraźcie sobie, że hrabia Aleksander Fredro przechadzając się zaczepia klientów i za cytat z jego sztuki daje fajną zakładkę, pocztówkę czy wrocławski breloczek – cokolwiek wrocławskiego ale przydatnego, bo widziałam porzucone baloniki.

A przy kulinarnych wydawnictwach częstują czymś pysznym. Kulinaria to też kultura przecież.

Brakowało też (według mnie) połączonego stoiska Miejskiej i Dolnośląskiej Bibliotek Publicznych gdzie można by było nie tylko wziąć informację pisemną o ich działaniach ale także sprawdzić to w Internecie.

I tym stoisku pojemnik na bookcrossing. Na pewno klienci targów zapełniliby go darami, a inni uzupełnili swoje biblioteczki.

Mamy XXI wiek a te targi są XIX – wieczne, zamiast interaktywne i multimedialne.

Jeśli mnie zaraz po powrocie do domu przyszło do głowy tych kilka pomysłów to dlaczego organizatorzy na to nie wpadli?

I nie twierdzę, że moje są genialne jednak organizatorzy powinni mieć i zrealizować sto razy lepsze ale jakoś nie mieli żadnych.

Wieje nudą na tych targach – niezależnie od wspanialej zawartości eksponowanych książek.

Jeśli TARGI to noblesse oblige – zróbcie coś, aby były atrakcyjne nie tylko dla tych z pełnym portfelem lub przemożną chęcią posiadania nowości.

Marzy mi się, aby targi książek były okazją do spotkań pełnych zabawy, śmiechu, radości i nauki.

Żeby wołały: przeczytaj mnie, weź mnie ze sobą lub zapisz autora i tytuł a potem wypożycz w bibliotece.

Miało być świetnie a wyszło jak zwykle.

Jako że blog ten ma w nazwie kota to poniżej zdjęcia z nimi właśnie:

tu zwróćcie uwagę co głosi napis na bluzce ekspedientki


 

 

 

 



sobota, 12 września 2015

 Na moim osiedlu, w podwórku przy ul. Barlickiego powstała symaptyczna instalacja, finansowana przez Ministerstwo Kultury, w ramach "Wrocław Europejska Stolica Kultury". Poproszę o więcej takich instalacji.

kształt ma otwartej ósemki i w środku wygląda tak:

no i spotkałam kota o seledynowych oczach

a napis na tablicy wyjaśnia kto,  co, dlaczego i jak budowlę traktować.

Mogłyby powstać podobne instalacje na każdym ołbińskim podwórku - nie mam nic przeciwko temu. Tylko obawiam się, że rośliny nie przetrwają zimy. Będę tam zaglądać.

 

sobota, 13 czerwca 2015

 Moja znajoma postanowiła wydać tomik wierszy o Wrocławiu i stara się o grant na ten cel. Poezja będzie międzypokoleniowa. Planowane są potem spotkania autorskie z mini konkursem, w którym można będzie wygrać ten tomik. Autorka pomysłu poprosiła mnie o wrocławskie lepieje i haiku. Moje lepieje nie spodobały się, uznała, że haiku (niektóre z jej retuszem) będą lepsze.

Postanowiłam więc zaprezentować tu obie formy mojego autorstwa.

HAIKU - ma być jak fotografia, utrwalenie momentu

Spacer nad Odrą

Mijam Mosty Warszawskie

widzę wędkarzy.

***************************

Mosty wrocławskie

łączą brzegi i nas

mieszkańców dzielnic.

**************************

Pochmurny ranek.

Gadatliwa sąsiadka.

Początek dnia.

*************************

Daleki szum aut

dobiega mnie zza okna.

To miejska cisza.

LEPIEJE - dla mnie im bardziej odjechane tym lepsze :)

Lepiej kwiatki wąchać w Botaniku

niż kury nioski macać w kurniku.

***********************************

Lepiej umrzeć o świcie

niż pracować w "Graficie".

*********************************

Lepiej na Odrą spacerować

niż trzodę chlewną hodować.

**********************************

Lepiej jeździć rowerem

niż dźgać dłutem Operę.

*********************************

Lepiej na Nadodrzu mieszkać

niż sięgać do cudzego mieszka.

*********************************

Po Ołbinie lepiej chodzić

niż małżonka za nos wodzić.

 

 

 

czwartek, 09 kwietnia 2015

Koleżanka bibliotekarka na publicznym spotkaniu z prezydentem Wrocławia powiedziała, że nowa biblioteka to żenada i zapchajdziura. Zapchajdziura, bo budynek „Grafit” wybudowano, aby tam przenieść targowisko z placu Grunwaldzkiego. Plan nie wypalił, bo czynsze były za wysokie. Stał więc budynek i niszczał aż jakiś geniusz wymyślił, że zlikwiduje się cztery (dziwię się, że tylko cztery, mogli jeszcze piątą z ul. Łokietka) biblioteki a w zamian dadzą czytelnikom jedną dużą.  

Tak więc dlaczego zapchajdziura już wiemy.

Dzisiaj poszłam sprawdzić jak to wygląda naprawdę.

Budynek o nazwie „Grafit” jest trochę na granicy mojego osiedla Ołbin i Nadodrza. Szłam piechotą ulicą Jedności Narodowej i po drodze widziałam na słupie szalenie aktualną informację: „Grafit. Hala Kupiecka”. Owszem hala.

Skręciłam przy nowym budynku w krótką ulicę Namysłowską (po lewej jest Górka Słowiańska)  i w głębi od ulicy Dolnej (stoi tam jeden dom) na wolno stojącym słupie zauważyłam napis „Biblioteka”. Na budynku napisu nie ma. Weszłam do ponurego holu, napis „biblioteka” ma strzałkę do góry, więc weszłam na piętro. Pustka. Zeszłam więc.

Minęłam nieprzyjazny hol, otworzyłam drzwi do korytarza gdzie po lewej stronie stoją plansze informacyjne o MBP, a poza tym znowu pustka nieprzychylna człowiekowi. Postawiłabym tam stoliki i krzesła. Położyłabym różne druki informacyjne i bezpłatne gazety. Przydałby się też automat z wodą, kawą i herbatą.

Po wejściu wali czytelnika po oczach jaskrawość regałów i siedzeń przeznaczonych dla dzieci. Znajoma była w czasie obecności większej grupy malców, a że pogłos tam jest okropny to wytrzymać było trudno. Brawa dla architekta! Jako nagrodę kazałabym mu siedzieć tam osiem godzin przez 6 dni w tygodniu w obecności rozbrykanych maluchów.

Po lewej stronie pod ścianą stoi kilkanaście białych niewysokich regałów z książkami dla dorosłych.

Na drugim końcu hali umieszczono coś na kształt dużego podium, ze schodami, okropnymi pufami i siedziskami w popielatoszarym kolorze. Nie wiem po co ta konstrukcja? Żeby stawiać i odznaczać zasłużonych pracowników czy to może rodzaj pręgierza dla niesolidnych czytelników? Bo dla dzieci to głównie możliwość złamania sobie karku. Brawo dla pomysłodawcy za wyobraźnię skutków takiego ustrojstwa!

Po prawej stronie hali jest miejsce spotkań niczym nieodgrodzone. Sugeruję wysokie parawany. Może już bez orgiastycznych kolorów.

Dalej są regały z prasą i niziutkie z literaturą dla młodzieży i lekturami. Szczególnie umieszczenie lektur mnie zachwyciło – trzeba przed nimi padać na twarz lub chociaż na kolana. A podłoga twarda. Nie zazdroszczę czytelnikom i pracownikom.

W części prasowej można usiąść na wygodnych siedziskach, w patriotycznej biało-czerwonej kolorystyce. Bezpłatną gazetę dla seniorów ukryto pod pulpitem niskiego stolika. Seniorze gimnastykuj się codziennie, w domu, parku i bibliotece!

Podłoga w dużej części jest biała i już widać na niej spękania oraz trwale brudne smugi. Współczuję sprzątaczce.

Białe regały, podłoga i siedziska póki co ładnie wyglądają ale jak długo utrzymają kolor?

Okna zasłonięto ściankami gipsowymi, światło naturalne jest tylko ze świetlików, czyli cały czas dominuje sztuczne. Nie wiem jak jest z wentylacją, co będzie w czasie upałów?

Widziałam dziesięć stanowisk komputerowych, nikt nie korzystał. Może nie ta pora dnia.

Naprzeciwko lady bibliotecznej są korytka z płytami, w tym z książką mówioną.

Wypożyczyłam jedną książkę, powiedziano do kiedy mam ją zwrócić. Termin za 30 dni a jako były pracownik mam prawo do 3 miesięcy. Obsługiwała mnie młoda bibliotekarka, nie wiedziała kim jestem. Ale druga wiedziała, rozmawiała ze mną i informacji nie przekazała. Ja się nie upomniałam, bo jestem seniorką i mam prawo mieć sklerozę. Może w komputerze powinno być zaznaczone kto jest/był pracownikiem?

W bibliotece przy ul. Roosevelta można było wziąć sobie karteczkę z datą wypożyczenia książki co pomagało w terminowym oddaniu.

Kompletny brak zieleni pogłębia nieprzytulność pomieszczenia.

Na stronie MBP podano, że do biblioteki można dojechać autobusami pośpiesznymi A, N. Tylko, że potem trzeba dojechać lub dojść jeden przystanek i jeszcze trochę. Gratulacje za wprowadzającą w błąd informację.

 Od strony ulicy Nowowiejskiej i skrzyżowania ulic Jedności/Nowowiejska/Słowiańska brak informacji o bibliotece. No i jest skutek – dziennie odwiedza filię około 100 czytelników. To mało jak na bibliotekę zastępującą cztery zlikwidowane.

I to by było na tyle. Póki co, oczywiście :)

 

sobota, 16 listopada 2013

 Od najblizszego poniedziałku w Infopunkcie ul. Łokietka 5 (parter) studenci SKIBY (Państwowe Pomaturalne Studium Animatorów Kultury i Bibliotekarzy) będą prowadzić warszaty z dziećmi. Motywem przewodnim są książki dla dzieci wydawane w różnych latach, pokazane na wystawie "Bajkowy Most Pokoleniowy" a pochodzące z zasobów "Biblioteki Sasiedzkiej" też mieszczącej się w Infopunkcie.

Do Infopunktu zapraszamy także w czwartek 21 listopada o godz. 15.W mieszczącej się tam "Kawiarence społecznej" będziemy wybierać najlepsze przepisy kulinarne, które staną się specjałami Nadodrza. Prosimy o przyniesienie ze sobą sprawdzonych przepisów na piśmie lub w głowie.

O godz. 18 odbędzie się tam koncert wykonany na misach tybetanskich.

środa, 30 października 2013

 Byłam dzisiaj na cmentarzu przy ul. Bujwida. Idąc widzę różne groby - także Niemców. Np. lekarza neurologa, profesora Uniwersytetu Wroclawskiego Otfrida Foerstera (1873-1941). http://pl.wikipedia.org/wiki/Otfrid_Foerster

Był on osobistym lekarzem Włodzimierza Lenina. W  maju 1922 roku został zaproszony do ZR gdzie doradzał tamtejszym lekarzom jak leczyć poważnie chorego Lenina, robił to do stycznia 1924 roku (z przerwami na wypoczynek). Był przy jego śmierci, podpisał akt zgonu i protokół sekcji zwłok. Foerster i jego żona zmarli na gruźlicę.

Oto przykład innych grobów z niemieckimi nazwiskami, jest ich o wiele więcej. Nie da się ukryć, że Wrocław nazywał się kiedyś Breslau.

środa, 02 października 2013

 Wczoraj byłam na "Literackiej bestii", czyli warsztatach pisania kryminałów prowadzonych przez Krzysztofa Koziołka http://www.krzysztofkoziolek.pl/ w Dolnośląskiej Bibliotece Publicznej. To w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminałów. http://festiwal.portalkryminalny.pl/. Przeczytałam jedną z książek prowadzącego zajęcia i napiszę tu o niej. Na zajęciach mieliśmy opisać swój pomysł na powieść/opowiadanie, podać cechy charakterystyczne głównych bohaterów, napisać pięć pierwszych zdań, które miałyby zachęcić czytelnika do kupienia/przeczytania naszej książki. Już 4 października (pojutrze) idę do szpitala, więc akcję umieściłam tam właśnie. A jak mi się narażą to naprawdę napiszę opowiadanie o naszej służbie zdrowia.

Dzisiaj z naszym Klubem Seniora Impuls  (działającego w ramach Stowarzyszenia Żółty Parasol http://www.parasol.net.pl/) byliśmy w cerkwi przy ul. św. Mikołaja. Tam do popa należy się zwracać "proszę księdza". Opowiedział nam historię budynku, także o tym, że jedną ze scen "Popiołu i Diamentu" nagrywano gdy świątynia jeszcze była zniszczona http://pl.wikipedia.org/wiki/Sob%C3%B3r_Narodzenia_Przenaj%C5%9Bwi%C4%99tszej_Bogurodzicy_we_Wroc%C5%82awiu

kadr z filmu

Teraz wygląda tak:

ikonostas w bocznej kaplicy przywieziony z Sosnowca

część główna

W cerkwi obrazy to ikony, które się pisze a nie maluje, czyta a nie ogląda. Nabożeństwo odprawiane jest w języku cerkiewno-słowiańskim, kazanie wygłaszane w języku rosyjskim. Wiernych ta parafia ma 150. Wiecej o prawosławiu http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawos%C5%82awie. Z licznych pytań zebranych wynika, że bardzo mało wiemy o tym wyznaniu, a jeśli wiemy to mamy błędne informacje.

 

 

Tagi: Wrocław
19:20, alodia1949 , o Wrocławiu
Link Komentarze (4) »
niedziela, 29 września 2013

 Stowarzyszenie Żółty Parasol zorganizowało kolejny festyn pt.: "dożynki na Ołbinie". Panie z Klubu Seniora Impuls upiekły pyszne ciasta: z owocami kilka różnych, murzynka i przepyszne małe rogaliki nadziewane masą różaną, takie na jeden kęs. Można było nabyć kawę, herbatę, kakao i ciasta oraz zimne napoje. Alkoholu nie było. Za darmo serowano: owoce i warzywa: jabłka, gruszki, winogrona, brzoskwinie, arbuzy i marchewkę. Arbuzy kroiłam wielkim nożem. Z nożem mi do twarzy :).

Także chleb ze smalcem i marmoladą (osobno) były darmowym poczęstunkiem. Smarowałam też albowiem kto nie smaruje ten nie jedzie :). Potem przyweziono gar przepysznego żurku, którym można się było pokrzepić. Osobne stoisko sewowało popcorn i watę cukrową. Można było przysiąść przy długim stole zastawionym darmowym poczęstunkiem.

 Była też loteria fantowa - każdy fant wygrywał. Marta prowadziła zabawę taneczną i konkursy - taczki się w jednym z nich przydały. Muzyczkę nadawano zabójczą np. "Daj mi tę noc", "Ona kocha mnie". Udzielalam się od godz. 13-tej, w domu byłam o 18,30 akurat na moment konieczności skorzystania z wc :). Misia obrażona ;)

czwartek, 19 września 2013

 "Czy czytanie jest dzisiaj nam potrzebne"? - takie pytanie postawiono w folderku Fundacji ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom. A Galeria Dominikańska zorganizowała wydarzenie pt.: "Moda na książkę. Od tabliczki glinianej do e-booka". W jej ramach są ekspozycje różne m.in. "Narodziny i rozwój pisma", "Materiały i narzędzia pisarskie", "Stare druki", "Druk, pieczęcie, drzeworyty" i na tym stoisku z oprzyrządowaniem i pracami swoimi stoi pan Tadeusz Grajpel z Końskich:

wiszące prace można nabyć i posłuchać opowieści  artysty-rzemieślnika.

 to na poziomie -1

Akcja potrwa do 22 września.

Można też wymienić swoje książki na nowe - ile przyniesiecie tyle można zabrać, swoje ksiązki daje się osobie przy biurku i pokazuje ile zabrało, to na poziomie 0, niedaleko punktu informacyjnego.

Oby częściej takie akcje i we wszystkich galeriach handlowych, na przykład co kwartał. W ramach akcji są też spotkania autorskie, konkursy, zabawy dla dzieci i warsztaty.

piątek, 30 sierpnia 2013

 We Wrocławiu  należy patrzeć pod nogi, bo chodniki są w strasznym stanie. Ale też na budynki, bo nazwy niektórych lokali są zabawne jak te przy ul. Ofiar Oświęcimskich:

a na placu Solnym sika fajna fontanna (w odróżnieniu od tej na rynku)

Na koniec najlepsze :) czyli ja i moja karykatura pod latarnią na wystawie "Pracowni opowieści", zauważcie, że artysta przewidział moje spodnie w kropki (nigdy mnie w takich nie widział)

 
1 , 2 , 3 , 4
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek