O mnie, o książkach, filmach, wystawach, kolażach i dress-party z poczuciem humoru, niekiedy sarkastycznie a nawet złośliwie.

o dress-party

sobota, 05 września 2015

 Oporów jest piękną dzielnicą tylko dlaczego musieli teraz rozkopać trasę autobusu "A" nie skonsultowawszy tego ze mną?

Na wszelki wypadek spisałam nazwy wszystkich przystanków, aby nie przegapić właściwego. Udało się! Właściwy to on był ale odległy od celu. Tak więc szłyśmy z koleżanką, szłyśmy i szłyśmy no i szłyśmy aż dotarłyśmy gdzie trzeba, czyli na kolejne spotkanie z cyklu dress-party.

Upały już minęły (przypomniało mi się "W pustyni i w puszczy" i tekst jaki Staś umieszczał na latawcach: "pora deszczowa już dawno minęła") więc spacer był przyjemny.

Na spotkaniu jeszcze milej, bo wśród życzliwych osób.

Gospodyni oprowadziła z prezentacją po swojej niedawno wyremontowanej kuchni zainteresowane panie. Remont musiał być, oczywiście, z przebojami. Była ich cała lista ale nie muzyczna. Prawie nic nie grało.

A propos - jedna z koleżanke była na oficjalnym otwarciu Forum Musicum. Musiała wysłuchać przemowień a to nigdy nie jest atrakcja. Najwyżej dla lubiących przemawiać. 

Od muzyków prywatnie się dowiedziała, że sala ma tak świetną akustykę, że aż słychać jak źle gra nasza orkiestra. Czyli Forum zbudowaliśmy na własną zgubę i kompromitację.

W kącie pokoju zauważyłam koło z bolcami. Zapytałam gospodynię czy to hoola-hop i okazało się, że zgadłam. Uznałam, że bolce oprócz masowania kibici powinny migać i grać. Fontanny z wodotryskiem już nie oczekiwałam :).

G. powiedziała, że kiedyś stosowala ten sprzęt przez pół godziny czytając książkę. A. zapytała jaką.

- Na pewno była to Kamasutra - powiedziałam.

A na koniec gospodyni poczęstowała nas lodami. Kto nie był niech żałuje nie tylko z powodu lodów. :)

Oto koło z bolcami do stosowania w parze z czytaniem ksiązki:

sobota, 12 lipca 2014

 Dzisiaj miałyśmy giełdę pod znakiem lawendy. Na tarasie stoi kilka takich donic:

brakuje jeszcze pachnącej wieczorami maciejki. Ale lawenda też mi się podoba :).

Zapytalam G. jak jej jest na emeryturze? Jest zachwycona tak jak ja. No i wymieniłyśmy poglądy oraz doświadczenia na temat byłych zwerzchników. Oj, nie byly to zachwyty.

G. opowiedziała też o czytelniczce seniorce (tak po 70-tce), która powiedziała, że czas na emeryturze to jej najlepsze lata (moje też). I o tym, że obie są skowronkami a seniorka stwierdziła: "wie pani dlaczego  tak wcześnie wstajemy?. Aby dłużej nic nie robić". Ha, ha, ha. Nie ma to jak poczucie humoru.

R. ma trzecie wnuczę rodzaju męskiego. Na spotkaniach towarzyskich niektórzy pokazują zdjęcia dzieci lub wnucząt, a są tacy, którzy chwalą się kotami. G. ma trzy.

A taką bluzkę kupiłam sobie za... 3.- złote. Ona jest z wentylacją, bo ta koronka ma dość duże otworki. I bardzo dobrze.

I. najpierw kupiła sobie różową bluzkę a jako fanty wylosowała różowe korale i różowe ustrojstwo do lepienia pierogów. Czyli pozostaje jej albo do ciasta dodać soku z buraków, aby było różowe, albo robić pierogi z truskawkami/wiśniami. Taka różowa seria - ha,ha,ha.

J. pochwaliła mnie za fryzurę "na jeżyka" - ale nie jest kłujący, to zostawiam swojemu językowi jak mi ktoś podpadnie.

Na koniec gospodyni poczęstowała nas pysznymi lodami. Pogoda była łaskawa. Rosnące wokół domu wysokie drzewa iglaste pachniały swoiście. Przystanek autobusu dowożącego mnie do domu jest blisko miejsca giełdy.

Ale żeby mi nie było za dobrze w domu wylałam sobie bardzo gorącą herbatę na udo. Wrzasnęłam okropnie. Misia nie podleciała mnie ratować. Ma to w nosie i pod ogonem.

I chwilę potem zadzwonił znajomy w innej sprawie ale przy okazji dowiedziałam się, że zmarła mu żona. I tak miłe chwile przeplatają się z przykrymi. Bo life is brutal, plugaw and full of zasadzkas and kopas w dupas.

 

 

sobota, 08 marca 2014

 Dwa tygodnie temu zapytałam majlowo gospodynię dzisiejszej giełdy czy możemy się u niej spotkać. Zgodziła się i zapytała czy tulipany są obowiązkowe. Jasne - tulipany i rajstopy tylko brak wręczajacych. Albowiem: miesz liczyć - licz na siebie. I tak było.

Za to diabel nam trochę poszalał, najpierw ukrył małe serduszko (oddał) i grube używane skarpety jakie jedna z pań zdjęła, bo było jej za gorąco. I, cham jeden, nie oddał. Na pewno wsadził do torby jednej z uczestniczek, a to się zdziwi w domu po wyjęciu rzeczy. Mam nadzieję, że przyniesie i odda następnym razem.

Ja natomiast wyprałam wszystkie tzw. "niewymowne" i musiałam na giełdzie zastosować listek niefigowy, taki:

Ala za wcześnie wyszła z giełdy a potem była przez rodzinę poszukiwana. Dokąd poszła? Na mój sms nie odpowiedziała. Dziwne.

R. na giełdę nie dotarła, z majla w domu dowiedziałam się, że zamiast na Karłowice dotarła na Karłowicza.

Kopytkowy rży z uciechy.

Wczoraj w klubie Impuls obchodziłyśmy, przy stole pingpongowym nakrytym granatowymi prześcieradłami, Dzień Kobiet. W ping-ponga nie grałyśmy, piłeczek nie dostarczono, mandarynki są za miękkie. Rakietek też nie było, talerzyki niezbyt przydatne do tego celu. Tak więc sportowo nie wykazałysmy się. Baterii przygotowanej całej nie zużyłyśmy, za mały przelew mamy, ja w ogóle, bo antybiotyk kontynuuję.

Fant (loteria fantowa kończy każdą giełdę) wylosowany przeze mnie wygląda tak:

żebym jeszcze wiedziała do czego ten tajny kod jest to bym go użyła może.

 

 

sobota, 25 stycznia 2014

Tak dzisiaj wyglądał dzisiaj Salonik Trzech Muz.

Ściany ozdabiają piękne zimowe zdjęcia Anny Sobczuk:

Najpierw okazało się, ze nasza stała godpodyni Ela ps. Barmanka śpiewa ze swoim zespołem rockowymi i nie będzie mogła pelnić stałej swej roli. Potem sezam nie chciał się przed nami otworzyć mimo zastosowania wielu kluczy. Następnie diabeł ogonem nakrył, a okazało się w końcu, że zepsuł - czajnik elektryczny. Że nie wspomnę o niskiej tempaeraturze.

Na szczęście J. zgodziła się zostać Wicebarmanką (DZIĘKUJĘ CI BARDZO), zamki się poddały, koleżanka J. pojechała po czajnik (podziękowania)  dalej było jak zwykle miło. 

T. opowiedziała o swoich kotach, rudym oraz młodym, czarnym i dzikim, który pewnego dnia zniknął. I to w okolicy świąt. Zamiast przemowić ludzkim głosem. Syn T. po kilku dniach zobaczył go koło garażu ale dzikus podchodzić do siebie nie pozwala. Aż kot rudy (ktory tęsknił), wyszedł na dwór i zobaczono scenę jak rudy zaganiał czarnego do domu. No istny kot pasterski. :)

W trakcie imprezy dostałam w prezencie (niekoniecznie urodzinowym):

to magnes na lodówkę od Ewy

M. przyniosła duże złote pudełko pełne różnych czekoladek, na odwrocie był spis treści czyli zawartości. Pudełko przyswoiłam sobie na zawsze - A. uznała, że potrzebuję je na stosy złotej biżuterii. Jasne, bez przerwy jestem nią obsypywana :). Pudełko po czekoladkach bardzo się nada jako sejf na te drogocenności. Jakie klejnoty, taka kasa pancerna, ha,ha,ha.

sobota, 23 listopada 2013

 U Ani spotykamy się dwa razy w roku. Dwa duże połączone drzwiami pokoje, rozsuwany poniemiecki stół, wiele kwiatów na parapetach i poza, pianino a nad nim drzewo genealogiczne, które Ania sama opracowała i namalowała. W takim anturażu działamy - rozmawiamy, wymieniamy, pijemy kawę, herbatę, pogryzamy co przyniosłyśmy.

Z M. konwersowałam jak ważna jest samoakceptacja bez egocentryzmu. Z E. o dolegliwościach i lekach. Z Ma. o zwierzątkach i mojej niechęci do czarnego koloru. Z R. o oczekiwaniu na jej kolejne wnuczę. Próbowałam K. namowić na coś ale odporna była, choć nie do końca. Z I. o trudnościach na rynku pracy.

można się było ozdobić

powiesić i położyć bizuterię na kaktusach - istny Meksyk się nam zrobił :)

zaopatrzyć się w serwetki z zimowymi wzorami

a na koniec wejść do wc gdzie nietoperze sobie wiszą, panowie podobno narzekają, że się gapią na nich w trakcie korzystania :)

sobota, 14 września 2013

 Jechałam na giełdę taksówką (emerytkę stać - raz do roku) po tym jak wsiadłam powiedziałam, że wstąpimy po koleżankę i pojedziemy dalej. Pan zapytał czy jedziemy do hotelu na jakąś imprezkę? Owszem, na imprezkę ale bez hotelu i facetów. Koleżanka dodała, że będziemy robić striptiz, prowadzący zapytał czy będzie ktoś to filmował - my, że owszem ale we własnym zakresie. I będziemy to pokazywać wnukom po osiągnięciu przez nie pełnoletności. Nikt nie miał kamery. Za to A. pochwaliła się pięknym czerwonym malutkim aparatem fotograficznym jaki wygrała niedawno. I nie miała takich przygód jak ja z opornymi nagrododawcami. Dawno na giełdzie nie była i się nieźle obkupiła. Na zdrowie.

Osobiście ubrałam dwie koleżanki w swoje buty, a jedną w bluzkę.

 

Przesympatyczna gospodyni dzisiejszej giełdy razem z nami żałowała, że pogoda nasza kapryśna nie popisała się.  Rozmawialyśmy o zwierzątkach. Ale nie tylko o kotach, nie myślcie sobie. Było m.in. o jeżach, które dawno temu Ewie oczyścily mieszkanie na strychu z robactwa wszelkiego. Bo należy między bajki włożyć, że jedzą  owocki, np. jabłka.

Pies R. zakochał się w malutkiej piesi i wyje nielitościwie dla lokatorów kamienicy. A mnie po mieszkaniu coś małego fruwa i Misia kompletnie owada ignoruje. Zero z niej pożytku mam.

gatki te nazwałam "koniec lata"

tak wygląda zakupiona przeze mnie zwierzątkowa poszewka i buteleczka z pachnidłem, czyżby deseń projektował jakiś fan kanału "Animal Planet"? Acha, jeszcze lakier do paznokci sobie nabyłam.

Poczęstowano nas galaretką z malinami zebranymi w ogródku przydomowym. Pyszna bardzo była. Kto nie był i nie spróbował niech żałuje.

 

sobota, 06 lipca 2013

 Tradycyjnie w pierwsza sobotę lipca giełda z cyklu dress-party odbywa się w gościnnych i zakoconych progach koleżanki bibliotekarki. Reprezentacja tego zawodu była znaczna - 3 emerytki, dwie na służbie. Szczególnie jedna z pań "na służbie", bo ma specyficzną szefową.

W domu są trzy koty ale nie witały nas w progu, nie łasiły się do nóg i nie prosiły o głaski-mizianki. Jedenastoletni pers leżał na dolnym tarasie, zwinięty w kłębek. Drugi gdzieś hasał, a trzeci... O, z tym to dopiero jest opowieść. Wraz ze swoją panią przyjechał nieżyczliwą Lufthansą z Argentyny. Dzieciństwo musiał mieć tam ciężkie, bo jest bojaźliwy nad wyraz. Nasz pobyt przesiedział za kanapą i wyszedł dopiero po upływie pół godziny jak był już pewien, że wataha obcych już opuściła jego dom.

A my rozłożyłyśmy swoje rzeczy gdzie przygotowano miejsca i na tarasie okolonym trzydziestoletnimi iglastymi lub w kuchni rozmawiałyśmy.

M. zachwycał przelot samolotów, rzeczywiście dobrze je tam widać, słychać także. Opowiedziala mi także, że mieszka w jednej bramie z bibliotekarką i pisarką Elżbietą Krzemińską  http://www.wywrota.pl/ksiazka/18490-codziennosc-w-powiesciach-elzbiety-krzem.html

Tym razem nic nie kupiłam ani nie sprzedałam ale nie po to tam chodzę. K. chwaliła się torbą na zakupy jaką dla niej uszyłam, niewielką, aby nie była zbyt cięzka wraz z zakupami, mającą kieszonkę i podszewke.

Ewa uszyła różne torby na zakupy, w tym piękną w kwiaty z grubego leżakowego płótna. Przyszła wraz z wnuczką, która skorzystała z okazji i zaopatrzyła się w trzy sukienki. Babcia była sponsorką.

Rozmawialysmy także o tym, że starość się Panu Bogu nie udała i że powinna być możliwość napisania, respektowanego przez rodzinę i lekarza, oświadczenia na temat niestosowania wobec piszącego uporczywego leczenia.

Z giełdowej oferty:

Gospodyni bardzo dziękujemy za życzliwe przyjęcie.

 

sobota, 11 maja 2013

 Kapryśny maj serwuje nam zimne i deszczowe weekendy. Dzięki czemu nie mogłyśmy dzisiaj skorzystać z uroków tarasu i ogródka Ani. Bo dzisiaj było kolejne spotkanie z cyklu dress-party. Przystanek tramwajowy na ktorym się wysiada jest w środku Paku Szczytnickiego, przepięknie świeża zieloność zachęca do spacerów i pobycia na łonie natury, ale pogoda robi nam wbrew.

Po drodze zza płotu obszczekał mnie duży pies - z nudów, niechęci, czy w ramach udowodnienia, że czujnym strożem jest? Doszłam do właściwej furtki gdy wychodziła przez nią bratanica Ani, więc nie naciskałam już guzika domofonu. Weszłam po schodkach i okazało się, że drzwi zewnętrzne (nie do mieszkania) są zamknięte. Mogłam więc w nie walić do upojenia i bez skutku. Wracam do furtki - na murku nie ma gałki przycisku, aby ją otworzyć. Spanikowałam a za chwilę wzięłam gałązkę i wcisnęłam w otwór pozostały po gałce - sezam otworzył się, ufff. Gdy opowiadałam to Ani okazało się, że mam jej nieaktualny numer telefonu komorkówego.  Istny dzień świra.

Giełda tłumna była, panie w wiekowym rozrzucie 14-90 lat. Porozmawiałam z Gosią, która jest z wykształcenia archeologiem, para się dziennikarstwem i robi bardzo fajne kartki-karnety, także z kotami. W dodatku fotografuje je w plenerze. Bo lubi :). Namawiam ją na zorganizowanie zajęć robienia kartek, sama chętnie się czegoś nowego nauczę.

Ewa jest mi wdzięczna za kota, którego ma dzięki mojemu pośrednictwu. Dostałam majla, że jest kot do oddania, rozesłałam info po znajomych, kot znalazł dobry dom, nowi właściciele zwierzątka zachwyceni. A z programu telewizyjnego dowiedzieli się, że kiciuś jest rasowy, a taki kociak kosztuje parę tysięcy.

Koci temat może być nieustanny na giełdzie - Maja ma swojego kota "Nicponia" - i tak jak ja Misię, na tapecie komórki. Ala ma kota bardzo fotogenicznego, a w dodatku schudła 10 kg.  

Ale to nie jedyny giełdowy temat - zapytałam Magdę dlaczego zablokowano dzialalność małych telewizji, w tym naszej TeDe dzięki czemu w całej Polsce wiele osób straciło pracę, a mieszkańcy swoją lokalną stację (TeDe w czasie powodzi 1997 roku właściwie było głównym sztabem informacyjnym). Kto zrozumie jednak deczyzje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji?

 Poza tym jedna z pań pożąda nauki szycia na maszynie i podam jej namiary na Różę Rozpruwacz, która prowadzi kawiarnię z maszyną do szycia (można z niej skorzystać za opłatą) u zbiegu ulic Rydygiera i Jagiellończyka.

Mam napad robiena kartek, a dzisiaj przed giełdą zrobiłam taką, większość elementów jest metalowa:

a na giełdzie kupiłam sobie za zlotowkę metalową puszeczkę z kocim motywem:

oferta była nader urozmaicona:

 

a jako fant dostałam lupkę na łańcuszku:

 

sobota, 09 marca 2013

 Głównym tematem dzisiejszej giełdy były zwierzątka. Już po drodze na miejsce G. powiedziała, że jej jamnik ma 18 lat i zepsuła mu się sikawka. Na miejscu zastałyśmy dwie psice. Każda po przejściach straty pana/pani, Lena po udarze i ma przekrzywioną głowę. Jedna owczarkowa, druga brązowa husky. Diabeł zadziałał i mimo całonocnego ładowania baterii aparatu nie mogłam zrobić zdjęć suczkom. Obie nadstawiały się do głasków i siedziały przy stole kuchennym licząc na smakołyki od ludzi. Ja piłam herbatę w kubku z kocim motywem, tak się nim zachwyciłam, że dostałam go w prezencie od gospodyni wraz z materiałami do kolaży,  oto ten kubek:

W ramach wrodzonej życzliwości pomagałam koleżankom (było nas 17) mierzyć rzeczy mówiąc: "daj torebkę i PIN do karty", żadna go nie zdradziła :).

Można było nabyć termos w kształcie i kolorze beczułki, kalendarz prezesa, firanki, czapki, szaliki, torebek wybór, a wyjątkowo mało butów, obrazy i obrazki.

Dz. ubrałyśmy w tunikę, więc kupiła. I opowiedziała jak to poszła prześwietlić stłuczoną nogę z siniakami, zapytano dlaczego się nie umyła. Okulista potrzebny tam od zaraz.

Gospodyni wraz z koleżanką uszyły ręcznie piękne woreczki na swoje fanty:

a ja wylosowalam 2 miseczki ceramiczne utworzone przez artystę plastyka:

od Ewy dostałam żółte tulipany, więc z czerwonym wczorajszym nieźle się komponują:

odwiózl nas wnuk E. ale żeby mi nie było za dobrze (diabeł jak ORMO czuwa) zapomniałam zabrać niesprzedane botki.

A kilka dni wcześniej dostałam od koleżanki bibliotekarki taki kubek - reklamówkę, czyją - jak myślicie? na odwrocie jest napis Unimil - umil sobie życie:  :)

 

sobota, 12 stycznia 2013

 Sypało dzisiaj ale przestało, bo czas był iść na giełdę do Saloniku. W tramwaju męska młodzież (ustąpił mi miejsca) powiedziała (w ramach super dowcipu, jak podejrzewam), że dzisiaj nie płaci się za przejazd, bystrze odpowiedziałam, że kasownik nie jest zaklejony i że seniorzy są inteligentni :)

W Saloniku za barem Iza - kochanka poezji  www.kochankapoezji.jimdo.com
 i Ela dziewczyna wielotalentowa i wielozadaniowa, na giełdzie nosząca logo "Barmanka", sorry ale zdjęcie jest "full light", czyli za dużo światła :)

oferta była urozmaicona mi.in.:

kupiłam sobie kartkę z kotem, ręczna robota jednej z uczestniczek:

a wylosowałam, proszę zwrócić uwagę na tytuł broszurki:

komu, komu?

W piątek w sklepie dobroczynnym była promocja (wszystko po 1.- zł), nabyłam 2 talerze i 3 kubki, m.in. ten kubek:

 
1 , 2 , 3
O autorze
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dodatki na bloga
”znaczek